Wojny galijskie

(58 - 51 p.n.e.)


Podczas swojego konsulatu i namiestnictwa Juliusz Cezar systematycznie zabiegał o powiększenie terytorium Imperium Rzymskiego na północy. W tym celu nieustannie prowadził wojny, z rozmaitymi plemionami celtyckimi, zamieszkującymi Galię (terytoria znajdujące się na północ i zachód od Italii i Alp, w przybliżeniu pokrywające się z dzisiejszą Francją).

Galia w I wieku p.n.e.

Galia przed Cezarem


Galia, zamieszkana przez celtyckie plemiona, od dawna była terenem gospodarczej i politycznej ekspansji Rzymu. Ułatwiały ją głównie stosunki polityczne panujące na tym obszarze, bowiem mimo etnicznej i kulturalnej jedności, Celtowie nie zdołali wytworzyć większego organizmu politycznego. Masa ludności, oddana głównie rolnictwu, zależna była od arystokracji plemiennej, która prowadziła między sobą zaciekłe wojny. W ich wyniku wytworzyły się w Galii dwa poważniejsze ośrodki plemienne. Pierwszy z nich, skupiony był wokół Sekwanów, drugi zaś wokół Eduów, którzy byli sprzymierzeni z Rzymem.

Galia w czasach Cezara podzielona była na 3 części. Na terenach dzisiejszej północnej Francji i zachodniej Belgii usadowili się Belgowie, wśród których największe i najsilniejsze były plemiona Nerwiów, Menapiów, Trewerów i Eburonów. Na południe od rzeki Garonny aż do Pirenejów mieszkali Akwitanie. Natomiast centralną część Galii opanowali Celtowie. Celtowie, czy raczej Protoceltowie, którzy zdominowali inne ludy galijskie, przybyli na te tereny w połowie pierwszego tysiąclecia p.n.e.

Galowie łączyli się w większe grupy tylko wówczas, gdy trzeba było zdobyć jakieś terytorium, następnie poszczególne plemiona zajmowały swój teren, by wykrwawiać się w bratobójczych wojnach z innymi plemionami celtyckimi. Ich niechęć do zjednoczenia w jedno państwo równa była także niechęci do wprowadzenia władzy królewskiej w plemionach. Wodzowie wybierani byli przez starszyznę plemienną i nie mogli sprawować swej władzy absolutnie, nie była ona również dziedziczna. Ciągłe, nieustanne bratobójcze wojny wykrwawiały i osłabiały poszczególne plemiona celtyckie w Galii do tego stopnia, że stawali się łatwym łupem dla sąsiadów plemion germańskich i antycznego Rzymu.

Do plemion, które szczególnie się nie znosiły, należeli Eduowie i Sekwanowie, zamieszkali w rejonie dzisiejszej środkowo-wschodniej Francji, którzy toczyli ze sobą nieustanne wojny o kontrolę brzegów rzeki Saony, w starożytności nosiła nazwę Arar. Jedną z takich wojen, toczonych w I wieku p.n.e., zwyciężyli Eduowie, Sekwanowie nie mogli się jednak z tym pogodzić, postanowili sprzymierzyć się z innym wrogim Eduom plemieniem – Arwernami. Wybuchła kolejna wojna, która też zakończyła się zwycięstwem Eduów. Ratując się przed całkowitą klęską Sekwanowie, poprosili o pomoc mieszkających za Renem germańskich Swebów.

Król Swebów Ariowist zgodził się na pomoc, od dawna borykał się z problemem wzrostu populacji swego plemienia, nie dla wszystkich starczało tam ziemi. W roku 70 p.n.e. wkroczył do Galii i w bitwie w rejonie Saony rozgromił Eduów. Wdzięczni Sekwanowie zamierzali zapłacić Ariowistowi za pomoc, licząc na jego szybkie wycofanie za Ren. Ten jednak nie tylko nie zamierzał wracać, lecz jeszcze zażądał ziemi w dzisiejszej Alzacji i zaczął sprowadzać do Galii resztę swego plemienia. Sekwanowie nie posiadali sił, aby z nim walczyć, wyrazili więc na to zgodę.

Ariowistowi było mało. Wiedząc o tym, że posiada najliczniejszą armię w Galii, postanowił stać się panem Galów. Opodatkował nie tylko pobitych Eduów, lecz również inne plemiona galijskie, w tym Sekwanów. W roku 65 p.n.e. Eduowie sprzymierzeni z Sekwanami, nie mogąc dłużej znieść tyranii Ariowista, podnieśli bunt. W bitwie pod Magetobrygą doszło prawie do zagłady całego plemienia Eduów. Ariowist stał się niekwestionowanym panem całej Galii, nie było już siły militarnej w Galii, która mogła mu się oprzeć, poza jedną zjednoczenie plemion w obliczu wspólnego wroga, ale do tego nie byli Galowie gotowi.

Zaczęły formować się dwa stronnictwa, które miały zupełnie inne pomysły na wyzwolenie. Pierwsze reprezentowane przez arystokratów i popierane przez druidów stało na stanowisku szukania pomocy przeciw Swebom na zewnątrz wśród innych ludów i państw, głównie w Rzymie. W tym celu w roku 61 p.n.e. do Rzymu udał się druid Dywicjak, który starał się przekonać Rzymian o potrzebie pomocy Galom. Mimo poparcia ze strony Cycerona, niczego nie uzyskał.

Rzym żył wówczas sprawami wewnętrznymi – spiskiem Katyliny, czy problemami gospodarczymi Italii, a takżewojną z królem Pontu Mitrydatesem VI i nie miał ochoty angażować się w Galii. Drugą była partia ludowa, której przedstawiciele wywodzili się z nowobogackich galijskich rodzin i dążyli do odebrania władzy arystokracji. Twierdzili oni, że nie należy oglądać się na sprzymierzeńców, ponieważ po pokonaniu Germanów, dawni sprzymierzeńcy mogą zamienić się we wrogów, należy więc własnymi siłami odeprzeć Ariowista.

Orgetoryks był jednym z możnych plemienia Helwetów na terenach dzisiejszej Szwajcarii i potajemnie dążył do zdobycia dla siebie władzy królewskiej w plemieniu. Aby ten cel osiągnąć, zaczął budować swoją popularność, nawołując do opuszczenia przez Helwetów swych siedzib i szukania nowych żyznych terenów dla dalszej ekspansji. W tym celu rozpoczął negocjacje z Eduami i Sekwanami, oficjalnie aby zabezpieczyć sobie teren ewentualnej trasy przemarszu, w rzeczywistości dążył do uzyskania od tych plemion pomocy przy obwoływaniu się królem. Spisek został jednak wykryty, a za dążenie do władzy królewskiej Orgetoryks został skazany na śmierć. Lecz Helweci nie porzucili planów marszu na zachód Galii i około roku 58 p.n.e. rozpoczęli przygotowania do wędrówki.

Podbój Galii przez Juliusza Cezara.

Cezar w Galii. Kampania roku 58 p.n.e. Rozgromienie Helwetów, wygnanie Ariowista za Ren


W roku 60 p.n.e. doszło do zawarcia I triumwiratu pomiędzy Gajuszem Juliuszem Cezarem dążącym do uzyskania godności konsula, Pompejuszem, którego senat rzymski zwodził w sprawie przyznania triumfu i nadania ziemi jego weteranom, oraz Markiem Krassusem, pogromcą powstania Spartakusa, jednym z najbogatszych Rzymian, który miał również duże ambicje polityczne, a przez pewien nawet czas należał do stronnictwa wrogiego Pompejuszowi w rzymskim senacie.

Triumwirowie zawarli porozumienie, którego mottem stało się odtąd nie stanie się w Rzeczypospolitej nic, co nie podobałoby się któremukolwiek z trzech. Początkowo w Rzymie nie domyślano się istnienia triumwiratu, jednak z biegiem czasu wszystko zaczęło układać się w spójną całość. Marek Warron określił to sprzysiężenie mianem trikaranosa – trójgłowego potwora. Pierwszym sukcesem triumwirów, był wybór Cezara na urząd konsula roku 59 p.n.e. Jednym z pierwszych zarządzeń Cezara był nakaz publikowania protokołów posiedzeń senatu w urzędowym dzienniku Acta Diurna, tak aby obywatele rzymscy mogli zapoznać się z przebiegiem obrad oraz upewnić się, którzy politycy działają na rzecz interesów ludu rzymskiego, a którzy są przeciw.

Senatorowie byli oburzeni, nikt jednak nie ośmielał się podważać władzy triumwirów. Starano się przekonać Pompejusza do złamania umowy z Cezarem i Krassusem, w teatrach aktorzy opłaceni przez polityków powtarzali słowa skierowane do Pompejusza – Nadejdzie czas gdy gorzko żałować będziesz obecnej wielkości. Nic to jednak nie dawało, Pompejusz dalej wspierał Cezara. Cezar zaś starał się zapewnić sobie namiestnictwo którejś z kluczowych prowincji, wiedział bowiem o wrogości senatorów co do jego osoby, wiedział też, że jest to jedyna droga do zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Senat, obawiając się takiego posunięcia Cezara, podjął uchwałę, że konsulowie roku 59 p.n.e. będą musieli pozostać w Italii jako „komisarze lasów i pastwisk leśnych”, co oznaczało zajęcie przez nich trzeciorzędnych stanowisk w administracji. Poparcie udzielone Cezarowi przez Pompejusza i Krassusa, skutecznie unieszkodliwiło tę ustawę. Cezar starał się jednak publicznie przekonywać, iż wybór przyszłej prowincji jest mu obojętny, w rzeczywistości polecił oddanemu sobie trybunowi ludowemu Watyniuszowi przeprowadzić na zgromadzeniu ludowym ustawę nadającą Cezarowi Galię Przedalpejską jako prowincję, jedną z najważniejszych w imperium.

Stacjonowały tam 3 legiony, jednak namiestnictwo tej spokojnej prowincji, nie rokowało nadziei na wyprawy wojenne, natomiast Cezar bardzo potrzebował pieniędzy. Zdecydował się na Galię Narbońską, a wniosek w tej sprawie w Senacie przedłożył sam Pompejusz. Cezar dostał tylko jeden legion, ale miał możliwość wykazania się jako wódz i zdobywca, a co najważniejsze zdobycia pieniędzy pod dalszą walkę o władzę.

Wraz z objęciem prowincji Cezar stanął przed nie lada problemem w marcu roku 58 p.n.e., Helweci opuścili swe dawne siedziby, paląc wszystko doszczętnie po to, aby nie mogli już tu powrócić, i skierowali się na zachód. Cezar wyjechał z Rzymu 20 marca, zaś już 28 marca przybył do nowej prowincji. Zaraz też nakazał zniszczyć most na Rodanie, przez który zamierzali przejść Helweci. Cezar nie miał wojska, miał tylko jeden legion, a tymczasem przybyli do niego pod Genavę helweccy posłowie, prosząc o przejście przez rzymskie terytorium, nie czyniąc przy tym szkody.

Cezar polecił im się stawić w Idy Kwietniowe – 13 kwietnia, jednocześnie zarządził pobór rekruta tu na miejscu w prowincji i przeprowadził w tym czasie niezbędne prace fortyfikacyjne na górzystym brzegu rzeki Rodan. Gdy posłowie zjawili się po raz drugi, oświadczył im iż: nie leży w zwyczaju ludu rzymskiego przepuszczać kogokolwiek przez swoje terytorium. Helweci podjęli zbrojną próbę przepłynięcia Rodanu – wykorzystali w tym celu tratwy i powiązane ze sobą łodzie, i zdobycia rzymskich fortyfikacji na drugim brzegu rzeki. Kolejne próby nie przynosiły powodzenia, więc Helweci postanowili otworzyć sobie drogę na południowy zachód w jednej wielkiej bitwie.

Helweci wtargnęli na ziemię Eduów, paląc wszystko na swej drodze i próbując obejść rzymskie fortyfikacje od drugiej strony. Cezar pospiesznie udał się do Galii Przedalpejskiej, zabrał ze sobą stacjonujące tam 3 legiony i wrócił do swej prowincji przez masyw Mt. Genevre. W czerwcu 58 p.n.e. wkroczył na ziemie Galów. Do pierwszego starcia z Helwetami doszło nad rzeką Arar, gdzie Rzymianie rozbili tylne straże helweckie. Następnie rzucił się w pogoń za nieprzyjacielem i przez ponad 2 tygodnie próbował zmusić go do przyjęcia bitwy. Czas stał po stronie Helwetów, w armii rzymskiej zaczęło brakować prowiantu i Cezar nie mógł dłużej ścigać Galów, postanowił wycofać się do Bibrakte.

Helweci uznali, że Rzymianie uciekają i postanowili zaatakować ich pod Bibrakte. Bitwa rozpoczęła się od ataku Helwetów na rzymską jazdę na drodze do Bibrakte. Rzymianie ponieśli duże straty i musieli się wycofać. Wówczas Galowie uderzyli na główne siły Cezara rozmieszczone na wzgórzu, zostali jednak odparci. Teraz uderzyli Rzymianie na helweckie pozycje. Wówczas omal nie doszło do klęski Rzymian, gdy z lewej flanki natarli na nich sprzymierzeni z Helwetami Bojowie i Tulingowie. Cezar, obserwując bitwę ze swego umocnionego obozu na wzgórzu, nakazał trzeciemu szeregowi każdego z legionów odwrócić szyk i flankując odeprzeć atak Galów.

Następnie Cezar rzucił do boju swoje rezerwy wspomagane przez jazdę rzymską, która ponownie zjawiła się na placu boju. Tym samym przypieczętował losy bitwy. Na placu boju poległo ponad 130 tys. Helwetów (2/3 populacji całego plemienia) i ich sprzymierzeńców. Wodzowie helweccy rzucili się Cezarowi do stóp, błagając o pokój na każdych warunkach. Cezar potraktował pokonanych stosunkowo łagodnie, zażądał jedynie wydania broni i zakładników, lecz uciekinierów helweckich ukarał bardzo surowo, sprzedając ich w niewolę. Po bitwie pod Bibrakte szacunku do Cezara i Rzymian, nabrały wszystkie ludy Galii.

Plan bitwy pod Bibrakte w 58 roku p.n.e.
Autor: Cristiano64 | Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Po zwycięstwie nad Helwetami, swoje poselstwa do Cezara wysłały wszystkie celtyckie ludy Galii. Zaczął się jawić Galom jako wyzwoliciel Galii spod jarzma Ariowista. Posłowie poszczególnych plemion prosili go o pomoc w walce z królem Swebów. Cezar niczego nie obiecując, zapewnił ich, że zapozna się z tą sprawą. Poradził także Eduom, aby zaprzestali wypłacania trybutu narzuconego przez Ariowista, co też uczynili. Ariowist postanowił wyruszyć na Galów, jednak zanim to uczynił, zjawili się u niego posłowie Cezara, zapraszając króla na spotkanie z Cezarem.

Ariowist stwierdził butnie, że jeśli Cezar czegoś od niego chce, to niech sam się pofatyguje. Do spotkania jednak doszło, król Swebów zażądał, by rozmawiali z koni i mieli przy sobie ochronę po dziesięciu ludzi. Podczas rozmowy Ariowist stwierdził, że cała północna Galia należy do niego, tak jak południowa do Cezara, i jeśli on nie przekracza granicy strefy wpływów, również Cezar nie powinien tego czynić. Nie doszli do porozumienia, jednak nie to było celem Ariowista, planował zabicie Cezara, podczas rozmowy. Zamach się nie powiódł, ale to już oznaczało wojnę.

Przed bitwą Cezar przemówił do żołnierzy, oświadczając im, że jeśli się lękają, sam jeden na czele tylko X legionu ruszy na wroga. Mowa ta wywarła na żołnierzach wielkie wrażenie i dodała im pewności siebie. Do bitwy doszło w rejonie rzeki Doller, między Aspach-le-Bas i Cernay. Na początku Ariowist zamierzał odciąć Cezara od zaplecza, umacniając się na jego tyłach. Ten jednak wyprowadziwszy część sił, założył drugi obóz na południe od Germanów, czym zniweczył plan Ariowista. Wojska stały naprzeciwko siebie przez kilka dni, bowiem Ariowist chciał maksymalnie zmęczyć Rzymian i unikał bitwy.

Dochodziło jedynie do niewielkich utarczek konnicy Germanów, wspomaganych przez pieszych wojowników, z galijską armią Cezara, które to przeważnie kończyły się sukcesami Swebów. Wreszcie po kilkunastu dniach doszło do bitwy. Rzymianie rozbili prawą flankę Ariowista, jednak na lewej flance, to Rzymianie musieli się cofnąć. Wówczas na polecenie Cezara, Krassus wyprowadził z mniejszego obozu trzeci szereg prawego legionu i uderzył od tyłu na Germanów. Był to decydujący manewr kończący bitwę.

Swebowie rzucili się do ucieczki, a w ręce Rzymian wpadły germańskie tabory, na których schowały się germańskie kobiety. W czasie rzezi zginęły też 2 żony i córka Ariowista. Ariowist uciekł za Ren, a pozycja Cezara w Galii wzrosła niewspółmiernie. Zdobył panowanie nad całą środkową częścią dzisiejszej Francji. Bitwa u stóp Wogezów powstrzymała na prawie 300 lat germańskie najazdy na Galię. Cezar rozłożył wojska na leże zimowe, a sam wyjechał do Galii Przedalpejskiej. Tak kończył się pierwszy rok wojny galijskiej.

Kampania roku 57 p.n.e. Ujarzmienie Belgów


Srebrny, rzymski denar z uwiecznioną głową pojmanego Gala, z roku 48 p.n.e.
Autor: PHGCOM | Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Cezar zapragnął poddać swej władzy również plemiona Galii północnej – Belgów. Sami Belgowie też niechętnie patrzyli na poczynania Cezara w Galii. Wraz z nastaniem nowego roku 57 p.n.e. Cezar przeprowadził nowe zaciągi i dysponował już łącznie 8 legionami. Jednak nie można było przeprowadzić tak dalekiej i forsownej kampanii bez zgody Senatu i uzasadniać to obroną prowincji narbońskiej. Jednak Cezarowi doniesiono o przygotowaniach Belgów do wojny, postanowił nie czekać na decyzję Senatu i w maju tego roku wyruszył z Wezontio w kierunku Belgii.

W ciągu kilku dni dotarł nad rzekę Matronę (Marnę). Zaskoczeni tym Remowie poddali się Cezarowi od razu. Jednocześnie został on poinformowany o liczebności armii Belgów, liczyła ona ok. 350 tys. wojowników pod dowództwem króla plemienia Bellowaków – Galby, siły Cezara liczyły zaś nie więcej jak 50 tys. żołnierzy. Aby odciągnąć Bellowaków od głównych sił belgijskich, nakazał Cezar wodzowi Eduów – Dywicjakusowi najechać ziemie Bellowaków. Sam zaś ruszył nad Aksonę. Belgowie ruszyli na wiernych Cezarowi Remów i oblegli ich stolicę Bibraks.

Remowie zwrócili się do Cezara z prośbą o natychmiastową pomoc. Ten wysłał im oddziały lekkozbrojne, które jednak, choć nieliczne, skutecznie zniechęciły Belgów do dalszych prób zdobycia miasta. Belgowie skierowali się teraz nad Aksonę, przeciw siłom Cezara. O ich liczebności świadczyła łuna zapalonych pochodni, która rozciągała się na przestrzeni 12 kilometrów. Teraz Cezarowi nie śpieszno było do bitwy, chciał aby jego żołnierze najpierw oswoili się z tym widokiem.

Wreszcie nakazał legionom stanąć w szyku bojowym, do bitwy ustawili się też Belgowie, jednak do starcia nie doszło, żadna ze stron nie chciała uderzać pierwsza. Wreszcie zniecierpliwieni Belgowie postanowili zaatakować Rzymian z prawej flanki. W tym celu rozpoczęli forsowanie Aksonyod południowego wschodu. Cezar wysłał tam swą jazdę, która skutecznie uniemożliwiła im tę próbę. Gdy zapadał zmierzch, do obozu Belgów dotarła wiadomość o ataku Eduów na kraj Bellowaków.

Ci postanowili wracać, by bronić ojczyzny, część jednak Belgów nadal chciała walczyć z Rzymianami. Doszło do drobnych niesnasek w obozie Belgów, wreszcie postanowiono zawracać. Cezar dopiero rankiem zorientował się, że obóz belgijski jest pusty. Ruszył za nimi w pogoń. Rzymianie dopadli tylną straż belgijską, która jednak ich odrzuciła, odgłosy walki dotarły do pierwszych oddziałów Belgów. Wybuchła panika, Rzymianie wybili prawie 300 tys. Belgów, którzy zginęli podczas panicznej ucieczki. Belgowie uchodzący za najdzielniejszy lud Galii pobici zostali bez bitwy.

Cezar teraz wkroczył na ziemie plemienia Suesjonów, ich stolica Nowiodunum poddała się bez walki. Następnie poddało się Bratuspantium – stolica Bellowaków, ich wodzowie uciekli do Brytanii. Potem Samarobriwa – stolica Ambianów. Cezar teraz skierował się na północ i dotarł na ziemie Nerwiów, ci nie zamierzali mu się poddawać. Sprzymierzyli się z Atrebatami i Wiromandami, a następnie zasadzili się na Rzymian nad bagnistym rozlewiskiem rzeki Sabis. Tutaj też niczego nie podejrzewający Cezar nakazał rozbić obóz.

W czasie, gdy Rzymianie zajęci byli budową umocnień, zaatakowały ich nagle hordy Belgów, znosząc wysunięte rzymskie szeregi legionistów. Na lewym skrzydle Rzymian Tytus Labienus, dowodząc 2 legionami (IX i X) odparł wszystkie ataki Atrebatów i wyparł ich za Sabis. Również legiony VIII i XI odparły ataki Wiromandów, jednak spychając ich w stronę lasów za rzeką Sabis, odsłonili swoją prawą flankę. Wykorzystali to Nerwiowie, okrążając VII i XII legion. Sytuacja stawała się dramatyczna, Rzymianie zostali okrążeni, sam Cezar musiał walczyć z mieczem w ręku jak zwykły żołnierz.

Przerażenie ogarnęło Rzymian, gdy Belgowie zdobyli ich obóz. Jazda rzymska uciekła. Jednak mimo fermentu walki Cezar nakazał legionom VII i XII wzajemnie się osłaniać. Wówczas uderzyły legiony XIII i XIV, dotąd osłaniające tabory. Również Labienus, widząc w jak rozpaczliwej sytuacji znalazł się Cezar, wysłał mu na pomoc X legion, który uderzył na Nerwiów z prawego skrzydła, niszcząc belgijską obronę. W bitwie nad Sabis zginęli wszyscy wojownicy Nerwiów, kilkaset tysięcy, a plemię to praktycznie przestało istnieć.

Kampania roku 56 p.n.e. Pokonanie Wenetów


Na wieść o wielkim zwycięstwie Cezara w Galii Senat, na wniosek 2 pozostałych w stolicy triumwirów Cezara ogłosił ponad 2-tygodniowe modły dziękczynne, zorganizowano też igrzyska dla ludu rzymskiego. Ale sytuacja Cezara w Galii mimo zwycięstwa nad Belgami wręcz się pogorszyła. Wszystkie ludy od Renu aż po Loarę wypowiedziały Cezarowi posłuszeństwo. Cezar zimę 57 p.n.e./56 p.n.e., spędził w podlegającej jego władzy IliriaIIlirii. Związane to było z pogarszającą się dla triumwirów sytuacją polityczną w Rzymie.

Odkąd Cezar wyjechał do Galii, stosunki między Pompejuszem a Krassusem uległy znacznemu pogorszeniu. Dopatrywano się związku z atakami zbrojnych oddziałów Publiusza Klodiusza zebranych w 59 p.n.e., które terroryzowały Rzym i wymierzone były przeciw Pompejuszowi, choć miały zakaz atakowania jego osoby, a cichą satysfakcją z tego powodu, wręcz nakłanianiem do nich, Krassusa. O ile Klodiusz był prawdopodobnie opłacany przez Krassusa, o tyle utworzone w roku 57 p.n.e. zbrojne bandy Tytusa Anniusza Milona, były oficjalnie finansowane przez Pompejusza.

Przez pierwsze półtora roku jednak, począwszy od 58 p.n.e., gdy Klodiusz został wybrany z poparciem Cezara na urząd trybuna ludowego, zaskarbił sobie wielką popularność wśród plebsu stolicy. Stał się on wręcz „niekoronowanym królem Rzymu”. Przeprowadził ustawę o bezpłatnym rozdawnictwie zboża wśród plebsu miejskiego. Było to posunięcie rewolucyjne, dotąd bowiem zboże było sprzedawane, co prawda po obniżonych cenach, ale jednak, rzymskiemu plebsowi. Aby utrzymać swą pozycję, używał swoich „oddziałów” przeciw swym przeciwnikom politycznym, szczególnie ludziom związanym z Cyceronem i Pompejuszem. Aby zalegalizować owe bandy, nakazał wpisać je do bractw rzemieślniczych collegia.

W tym samym 58 p.n.e. Klodiusz skazał na wygnanie z Rzymu Cycerona. Powodem była ustawa zabraniająca skazywania na śmierć obywateli rzymskich, czego dopuścił się Cyceron po wykryciu sprzysiężenia Katyliny 5 lat wcześniej w 63 p.n.e. Pozbył się też z Rzymu Katona, wysyłając go na Cypr z zadaniem skonfiskowania królewskiego skarbca Ptolemeusza, młodszego brata króla Egiptu Ptolemeusza XII, którego ustawowo pozbawił władzy, a jego królestwo (Cypr), włączył do Cesarstwa.

Klodiusz popełnił błąd, atakując wbrew zakazowi Cezara Pompejusza, którego jego bandy obległy w domu. Ten utworzył w roku następnym 57 p.n.e. swoje oddziały pod dowództwem Milona oraz wezwał na pomoc swych weteranów. Rzym stał się areną codziennych krwawych starć obu band. Cezar zaś, prowadząc wojnę, chciał mieć zabezpieczone swoje interesy w Rzymie, jego wrogowie zaczęli już bowiem przypominać o sobie. Pompejusz zaś, sprzeciwiając się zbrojnie Klodiuszowi, zdobył wielkie poparcie ludu rzymskiego, które Klodiusz utracił głównie z powodu ataków na kupców i pobierania haraczy ustalonych przez jego zbrojne oddziały.

Zdołał unieważnić wygnanie Cycerona, któremu po powrocie zgotował wielkie przyjęcie 57 p.n.e. Senat przyznał mu nadzwyczajne pełnomocnictwa w kwestii zaopatrzenia Rzymu w egipskie zboże, którego dostawy szwankowały. Pompejusz rozwiązał problem w błyskawicznym tempie, zyskując prawdziwą „miłość ludu”. W marcu 56 p.n.e. Cyceron i Lucjusz Domicjusz Ahenobarbus rozpoczęli w senacie nagonkę przeciwko Cezarowi. W dwóch mowach pro Sestio i in Vatinum Cyceron zaatakował Cezara, jednak na tyle łagodnie, aby nie wywołać gniewu Pompejusza. Aby temu przeciwdziałać, Cezar poprosił o spotkanie z Pompejuszem, i mimo jego początkowych wahań w końcu udał się do Lukki w Italii, gdzie miało się odbyć spotkanie trzech triumwirów, aby odnowić sojusz.

W Rzymie przerażenie ogarnęło wielu polityków, zjeżdżali się do Lukki z zamiarem poparcia triumwirów. Przybyło tam ok. stu senatorów. Zawarto nowy układ, w wyniku którego Cezar miał przedłużone namiestnictwo w Galii o 5 lat. Pompejusz objął prowincję Hiszpanię Bliższą, natomiast Krassus Syrię. Cezar tym samym oddawał Pompejuszowi całkowitą kontrolę nad Rzymem. Cyceron musiał zrezygnować ze swej retoryki wymierzonej w Cezara. Nawet pochwalił jego osiągnięcia w Galii i zaproponował przedłużenie mu namiestnictwa w tej krainie. Pompejusz zdobywał zaś coraz większą władzę nad państwem.

W Rzymie jednak stan chaosu politycznego nadal nie ustępował. W grudniu 52 p.n.e. w potyczce między bandami Klodiusza i Milona u bram miasta poległ Klodiusz. Rozwścieczony tłum jego stronników ruszył na Forum Romanum, paląc po drodze wiele budynków, z budynkiem senatu włącznie. Senat przyznał Pompejuszowi natychmiast specjalne uprawnienia do przywrócenia porządku w mieście. A ten nie tracił czasu, zarządził pobór do wojska w Italii i ruszył przeciwko buntownikom, masakrując ich. Po tym zwycięstwie senat przyznał Pompejuszowi konsulat z uprawnieniami dyktatorskimi. Był to pierwszy krok do wojny domowej z Cezarem.

Cezar przybył do Galii w kwietniu roku 56 p.n.e. Sytuacja tu zastana nie wyglądała dobrze. Otwarcie przeciw Rzymowi wystąpili Wenetowie, lud galijski mający swe siedziby w Aremoryce (dzisiejszej Bretanii). Poparli ich Morynowie oraz Menapiowie. Belgia, podbita zaledwie kilka miesięcy wcześniej, zaczęła się buntować, donoszono Cezarowi o sojuszu Belgów z Germanami. Antyrzymskie nastroje panowały na południu Galii w Akwitanii, donoszono także o posiłkach mających nadjeść z celtyckiej Brytanii.

Cezar wysłał do Belgii rzymską jazdę pod dowództwem Tytusa Labienusa. Publiusz Krassus z 12 kohortami został skierowany do Akwitanii. Do Normandii Cezar wysłał Sabinusa, sam ruszył zaś przeciwko Wenetom. Kampania wydawała się prosta, osiedla Wenetów nie były duże i słabo umocnione, jednak wszystkie one zbudowane zostały nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego, na niewielkich cyplach, do których wiodła wąska droga z wybrzeża.

Zdobycie takiej osady, przy takich warunkach terenowych, nie mogło się udać bez machin oblężniczych. Gdy zaś Rzymianie zbudowali takowe machiny i przystępowali do szturmu na osadę, mieszkańcy spokojnie odpływali do kolejnego rozsianego na wybrzeżu miasteczka i oblężenie trzeba było zaczynać od nowa. Legiony były wymęczone forsownymi marszami, które nie przynosiły żadnych rezultatów. Cezar zdawał sobie sprawę, że bez okrętów wojennych nie pokona plemienia Wenetów, rozkazał więc rozpocząć u ujścia Loary budowę swojej floty.

Cezar sprowadził do wybudowanych okrętów wioślarzy i sterników, procarzy i łuczników. Całą flotą wojenną Cezara dowodził Decimus Brutus – brat Marka Brutusa. We wrześniu tego roku Rzymianie odpłynęli przeciwko Wenetom w rejon zatoki Quiberon. Wenetowie zauważywszy Rzymian, ustawili 220 swoich okrętów wojennych w szyku bojowym. Statki Galów różniły się znacznie od rzymskich galer. Były to duże masywne okręty wykonane w całości z dębiny, natomiast flota rzymska to były galery o trzech rzędach wioseł, mniejsze i lżejsze od galijskich, jednak znacznie szybsze z napędem wiosłowo-żaglowym.

Galowie, widząc taką flotę, pewni byli łatwego zwycięstwa. Rzymianie nie mogli tutaj zastosować tradycyjnej metody polegającej na wbiciu się dziobem okrętu w okręt nieprzyjacielski, czy choćby zarzucenie corvus – kruka, okręty Galów były zbyt mocne i zbyt wysokie. Zdecydowano się na inne rozwiązanie. Rzymianie podpłynęli do okrętów galijskich, zarzucając na olinowanie przeciwnika, ostre kosy, przymocowane do żerdzi, jednocześnie płynęli z dość dużą szybkością. Efektem tego było zerwanie masztów statków galijskich, do tak unieruchomionego okrętu podpływały 2 rzymskie galery, dokonując abordażu.

Galowie próbowali się ratować, uciekając w kierunku oceanu, mieli jednak dużego pecha, wiatr ustał zupełnie, zapadła cisza morska, co przypieczętowało zupełną klęskę Wenetów. Cezar dotąd, pokonując przeciwników, okazywał im łaskę, a przynajmniej nie gnębił pobitych, wszystko zmieniło się w kraju Wenetów. Cezar skazał na śmierć całą starszyznę plemienia, a cały lud sprzedał w niewolę. Tak zniknęli Wenetowie z mapy Galii.

Kampania roku 55 p.n.e. Rzeź Germanów. Pierwsza wyprawa do Brytanii


Po pokonaniu Wenetów Cezar skierował się na północ kraju przeciwko Morynom i Menapiom, ci jednak uciekli przed nim w gęste lasy. Zjawiło się inne niebezpieczeństwo. Na przełomie roku 56 p.n.e. i 55 p.n.e. Ren przekroczyły hordy germańskich plemion Uzypetów i Tenkterów. Cezarowi donoszono, że wiele galijskich plemion pragnęłyby powrotu Germanów, aby pomogli wypędzić z Galii Rzymian. Cezar, nie tracąc czasu, zebrał legiony z leż zimowych i ruszył za Mozę. Zanim dotarł do obozowiska Germanów, przybyli do niego posłowie germańscy, prosząc o możliwość zamieszkania w Galii, w zamian obiecali przyjąć zwierzchnictwo Rzymu.

Cezar odmówił, stwierdził jednak, że mogą osiedlić się za Renem w kraju Ubiów. Rozmowy nie przynosiły rezultatu, jednak Germanie na siłę je przeciągali, a jednocześnie intensywnie zbroili. Zaatakowali i rozbili galijską jazdę Cezara – sformowaną z Galów walczących po stronie Rzymu. Gdy tylko przybyli do Cezara germańscy posłowie, chcąc się wytłumaczyć z napaści, ten kazał ich uwięzić, jednocześnie jego legiony maszerowały już na obóz Germanów. Ci nie byli przygotowani do obrony, wybuchła panika, Germanie rzucili się do ucieczki za Ren. Ci, którzy nie zdążyli przepłynąć rzeki, zostali zmasakrowani, wielu utopiło się w Renie. Zginęło 400 tys. Germanów, w tym kobiety i dzieci. Z Rzymian nikt nie zginął. Cezar po raz drugi uniemożliwił Germanom wejście do Galii.

Cezar postanowił raz na zawsze rozwiązać problem migrujących do Galii plemion germańskich i pobić ich na ich własnej ziemi. Ubiowie obiecywali Cezarowi dostarczyć łodzie potrzebne do przeprawy przez Ren, Jednak on postanowił użyć innego sposobu przekroczenia rzeki. Cezar nakazał zbudować most, przez który poprowadzi swoje legiony na drugi brzeg rzeki. Chciał bowiem zapewnić wojskom stałe połączenie z Galią, jak również zademonstrować Germanom swoją potęgę.

W czerwcu roku 55 p.n.e. zbudowano w ciągu dziesięciu dni ogromny drewniany most w pobliżu dzisiejszej Koblencji, przez który Rzymianie przeszli na drugi brzeg Renu. Efekt psychologiczny został osiągnięty, plemiona germańskie, jedne po drugim zaczęły błagać Cezara o pokój, lub uciekać w gęste lasy Germanii. Po 18 dniach kampanii germańskiej Cezar postanowił powrócić do Galii. Cel został osiągnięty, plemiona germańskie były na tyle zastraszone, że nie ośmieliły się już przez 300 kolejnych lat przekraczać rzeki. Wycofując się z Germanii, legioniści zniszczyli za sobą most.

Pierwsza wyprawa do Brytanii


Podbój Brytanii przez Cezara
Szczegółowo przedstawiona wyprawa legionów rzymskich pod wodzą Cezara do Brytanii.

Po ujarzmieniu Germanów Cezar postanowił dać nauczką także Brytom, którzy już o dłuższego czasu udzielali schronienia różnym uciekinierom z Galii. Chciał również pokazać im, iż potęga Rzymu dosięgnie ich nawet za kanałem. Kwaterę główną przygotowań do inwazji na Brytanię Cezar wyznaczył w miejscowości Gesoriakum (dzisiejsze Bolougne) i tu szykował flotę inwazyjną. Flota Cezara wypłynęła nad ranem 26 sierpnia 55 p.n.e., złożona była z 80 okrętów transportowych wiozących 2 legiony (VII i X) oraz kilkadziesiąt okrętów wojennych.

Około godziny dziewiątej okręty dotarły do brzegów Brytanii w pobliżu dzisiejszego Dover. Jednak tutaj Rzymianie ujrzeli stojące na plaży i gotowe do walki brytańskie plemię Brutów, postanowiono więc dokonać desantu dalej na północy w rejonie miasta Deal. Tutaj także plaża i okoliczne wzgórza obsadzone były przez Brutów, którzy marszem przeszli wzdłuż wybrzeża z Dover do Deal. Brutowie byli pewni swego, wiedzieli, że Rzymianie najpierw muszą wyjść na ląd, aby się z nimi zmierzyć. Nie spodziewali się jednak ostrzału brzegu z okrętów za pomocą katapult. Wielkie strzały wypuszczane z okrętów rzymskich siały strach i spustoszenie w szeregach Brutów. Musieli opuścić plażę i wycofać się na dalsze tereny.

Dzięki temu Rzymianie wysadzili desant w Brytanii i przystąpili do ataku na zdezorganizowane i przetrzebione oddziały Brutów, którzy rzucili się do ucieczki. Rzymianie nie byli w stanie wykorzystać zwycięstwa i rozbić Brutów, ponieważ ich jazda jeszcze nie dotarła do brzegu. Przez ten czas Brutowie wycofali się. Okręty wiozące rzymską jazdę nie mogły podejść do brzegu ze względu na silne wiatry w kanale i zawróciły do Galii. Po zwycięstwie przybyli do Cezara posłowie brytańscy, prosząc o pokój, zobowiązali się do wydania zbiegów i jeńców. Sytuacja jednak uległa zmianie już 31 sierpnia. W nocy z 30 na 31 sierpnia w wyniku silnych prądów morskich w kanale zniszczonych zostało wiele rzymskich okrętów transportowych, a poważnie uszkodzone zostały okręty wojenne.

Brytowie, widząc w jak krytycznym położeniu znaleźli się Rzymianie, odcięci od Galii, bez aprowizacji, postanowili na nich uderzyć. Zaatakowano VII legion, który zdołał odrzucić napastników. Brytowie zebrali większe siły i ruszyli na Rzymian. Bitwa zakończyła się klęską Brytów, którzy uciekli w głąb kraju, Rzymianie zaś, nie posiadając jazdy, ponownie nie mogli wykorzystać tego zwycięstwa. Zorganizowano naprędce oddział konny złożony z 40 jeźdźców, nie miało to jednak większego znaczenia. Cezar wiedział że dalsze pozostawanie w Brytanii osłabi całkowicie jego siły, w połowie września, po uprzednim naprawieniu części okrętów, Rzymianie wrócili do Galii.

Kampania roku 54 p.n.e. Druga wyprawa do Brytanii. Bunt Belgów


Z początkiem roku 54 p.n.e. Cezar rozpoczął wielkie przygotowania do kolejnej wyprawy na Brytanię. Planowana wyprawa wzbudziła duże zainteresowanie w samym Rzymie. Wielu polityków, spodziewając się wielkich łupów, prosiło Cezara o przyjęcie do służby wojskowej ich krewnych i protegowanych. Ale budziło to też zazdrość, tak jak niepochlebny wiersz Mamurrusa o Katullusie – jednym z oficerów Cezara, rozpowszechniany w Rzymie, który zazdrościł mu bogactwa i powodzenia u płci pięknej. Także Cyceron prosił Cezara o przyjęcie do armii swego brata Kwintusa, który musiał uciekać z Rzymu przed wierzycielami.

Zanim jednak Cezar wyruszył do Brytanii, musiał uspokoić zwaśnionych wodzów plemienia Trewerów zamieszkujących Belgię. Po rozwiązaniu tej sprawy mógł wreszcie udać się do Brytanii. Flota rzymska wypłynęła 21 lipca 54 p.n.e. Cezar zgromadził 800 okrętów inwazyjnych wiozących 5 legionów wraz z 2 tys. jazdy. W wyniku silnych wiatrów musiano wylądować na północ od spodziewanego miejsca, w rejonie dzisiejszego Sandown Castle. Brytowie już nie bronili wybrzeża, Cezar po wylądowaniu i zbudowaniu obozu ruszył w głąb kraju. Rzymianie napotkali przeciwnika w rejonie dzisiejszego Canterbury.

Rzymianie rozbili jazdę i wozy bojowe Brytów nad rzeką Stour, a VII legion oczyścił obszar pobliskiego lasu z brytańskiej piechoty. Cezar zamierzał ścigać Brytów i zadać im decydującą klęskę, jednak nadeszła do niego wiadomość o zniszczeniu wielu okrętów podczas wielkiej nawałnicy, jaka przeszła nad zatoką. Musiał zawrócić. Zniszczonych całkowicie zostało 40 statków, resztę można było naprawić. Dziesięć dni zajęła Rzymianom naprawa uszkodzonych okrętów, kopanie fos i budowanie wałów, by objąć nimi obszar stacjonowania okrętów. Po zakończeniu prac Cezar wyruszył ponownie w rejon Canterbury, napotkał tam armię brytańską złożoną z wszystkich plemion południowo-wschodniej części wyspy, które obrały wodzem króla plemienia Katuwelaunów – Kassywelaunusa.

Bitwa zaczęła się od ataku brytańskiej jazdy i wozów bojowych na rzymską piechotę. Na pomoc legionistom ruszyła rzymska jazda, która pobiła Brytów i zmusiła ich do wycofania. Rzymianie jednak ponieśli duże straty. Kolejny atak Brytów nastąpił, gdy Rzymianie przygotowywali się do budowy obozu. W wyniku ataku zniesione zostały 2 rzymskie kohorty i straż przednia, ale nieprzyjaciel został wyparty, przy dużych stratach po stronie legionów Cezara. Następny atak Brytów, który miał miejsce na drugi dzień, nie powiódł się. Zostali oni odparci, tracąc wielu wojowników. Rzymianie przeszli do kontrataku dzięki pomocy wrogich Katuwelaunom – Trynowantów, legioniści uderzyli i zdobyli umocniony duży gród Verulan nad Tamizą, stolicę Kassywelaunusa.

Pobity król postanowił zastosować taktykę spalonej ziemi i niewielkich partyzanckich wypadów na rzymskie pozycje, co stało się dość uciążliwe i na dłuższą metę mogło skończyć się klęską Rzymian. Tym bardziej że do Cezara nadeszła wiadomość o zaatakowaniu nadmorskiego obozu przez sprzymierzone z Kassywelaunusem plemię Kantów. Napastnicy zostali odparci, jednak spodziewano się kolejnych takich wypadów. Cezar znalazł się w trudnej sytuacji, szarpany przez oddziały brytańskie, jedyne, czego chciał, to pokój taki, by mógł z twarzą wrócić do Galii.

Gdy więc w jego obozie zjawili się posłowie Kassywelaunusa, prosząc o pokój, skwapliwie z tego skorzystał. Chciał już wracać do Galii, ale aby podkreślić, że jest zwycięzcą, zażądał zakładników i wyznaczył poszczególnym ludom coroczną daninę. To był tylko wybieg, było bowiem oczywiste, że po opuszczeniu Brytanii przez Rzymian, nikt owej daniny nie zapłaci. Cezar nie zrealizował swego planu – podboju Brytanii, jednak skutecznie powstrzymał Brytów, od angażowania się w sprawy Galii. Rzymianie odpłynęli w połowie września, by ponownie się tu zjawić po prawie stu latach za cesarza Klaudiusza.

Po powrocie z Brytanii, do Cezara doszły słuchy o wzroście antyrzymskich nastrojów w Galii. Postanowił nie dyslokować legionów na leża zimowe w jednym miejscu, lecz rozmieścić je w różnych regionach Galii, aby przywołać do porządku ewentualnych buntowników. Sam zaś zamierzał spędzić zimę w Samarobrywie – dzisiejszym Amiens, w obozie Gajusza Treboniusza. Najbardziej niepewna była Belgia, dlatego też stacjonujące tam legiony pod wodzą Kwintusa Tyturiusza Sabinusa i Lucjusza Arunkulejusza Kotty, miały rozkaz zachować szczególną czujność.

Jednak pobyt Rzymian w kraju Eburonów zapowiadał się pomyślnie. Obaj wodzowie plemienia Ambioryks i Katuwolkus zapewniali o swej lojalności i regularnie dostarczali kontyngenty zboża. Rzymianie przestali dbać o swoje bezpieczeństwo, całymi oddziałami wychodzili poza obóz, nawet nie próbując zabezpieczyć terenu, na którym zbierali drzewo. Podczas jednego z takich wypadów zostali zaatakowani przez jazdę Eburonów, a piechota plemienia uderzyła na obóz. Nieprzyjaciel został wprawdzie odparty, jednak Rzymianie przerazili się takim rozwojem wypadków.

W nocy do rzymskiego obozu przybył sam Ambioryks, chciał wytłumaczyć się przed Rzymianami z ataku. Stwierdził, iż do tego wypadu został zmuszony wolą swego ludu, sam zaś nadal jest wiernym sojusznikiem Rzymu. Mówił również, że nie tylko Eburonowie chwycili za broń, w tym samym dniu na rzymskie obozy uderzyły również inne plemiona, a zza Renu nadciągają już hordy Germanów, on zaś jako wierny przyjaciel Cezara radzi Rzymianom opuścić obóz i udać się do najbliższego zimowego obozu na południu kraju Belgów, w celu połączenia rzymskich sił. Rzymianie nie wiedzieli, czy wódz Eburonów mówi prawdę czy blefuje.

Doszło do gwałtownej narady w rzymskim obozie. Sabinus uważał, że w zaistniałej sytuacji lepiej będzie, gdy połączą swe siły z oddziałami pod wodzą Kwintusa Cycerona, stacjonującymi w rejonie dzisiejszego Namur. Kotta zaś uważał, że bez rozkazu Cezara nie wolno im opuszczać leż zimowych. Jednak potem ustąpił, postanowiono wyruszyć wczesnym rankiem następnego dnia, czyli 21 października 54 p.n.e. Gdy tylko Rzymianie opuścili obóz, otoczyły ich ze wszystkich stron oddziały Eburonów. Sabinus się pogubił, nie był w stanie wydać sensownych rozkazów, Kotta zaś kazał legionistom uformować szyk koła. Było to korzystne, ponieważ takie ustawienie wojska było prawie doskonałe, legioniści osłaniali się ze wszystkich stron, dopóki wróg nie znalazł luki, przez którą mógł wedrzeć się do środka, wówczas legion szedł w rozsypkę.

Natomiast tabory Kotta rozkazał zostawić na łup wrogom. Jednak i tu Ambioryks przechytrzył Rzymian po raz kolejny, zabronił swoim rabowania taborów i nakazał atakować pojedynczymi wypadami, by następnie wycofać się przed ciosem legionistów, i znów ponawiać atak. Widząc, co się dzieje, Sabinus poprosił Ambioryksa o rozmowę. Ten się zgodził i gdy tylko Rzymianin znalazł się poza legionem, został pohańbiony i zabity. Kotta zginął niedługo potem w walce. Na placu boju poległo prawie 6 tys. legionistów, uratowało się tylko kilku, którzy przez gęste lasy próbowali dotrzeć do obozy Cycerona.

Ambioryks wiedział, że teraz wszystko zależy od szybkości jego działań. Należało zdobyć Namurcum – obóz Cycerona, położony ok. 70 km od Aduatuki, zanim dotrą tam wieści o klęsce Sabinusa i Kotty. Ruszył natychmiast, a po drodze dołączyły do niego dwa kolejne plemiona belgijskie, które już dowiedziały się o pierwszej klęsce Rzymian w Galii – Atuatukowie i Nerwiowie. Udało mu się zaskoczyć Rzymian zbierających drzewo. Pobił ich i uderzył z marszu na obwarowania obozu. Został jednak odparty. Podejmował kolejne szturmy, które tylko dzięki niezmordowanej wytrwałości obrońców kończyły się niepowodzeniami.

Sytuacja obrońców była jednak coraz gorsza. Namurcum liczyło 4 tys. legionistów, natomiast nacierających Galów ponad 40 tys. W rzymskim obozie walczyli wszyscy ranni i chorzy, przykładem poświęcenia i niezmordowanej woli walki był sam wódz Kwintus Cyceron. On, człowiek wątłej postury, lubujący się w luksusach i kochający rozkosze, nie pozwalał sobie na chwilę odpoczynku, objeżdżał umocnienia, nadzorował fortyfikacje, brał udział w walkach, nie sypiał całe noce, aż jego właśni żołnierze siłą zmuszali go, aby przespał się choć kilka godzin. Ambioryks zdawał sobie sprawę z problemów Rzymian, postanowił zastosować ten sam podstęp co w przypadku Sabinusa i Kotty.

Wysłał posłów do Cycerona, którzy mieli powiedzieć Rzymianinowi o lojalności Ambioryksa, który radził, aby opuścili obóz i połączyli się z innymi oddziałami. Cyceron odpowiedział im, że nie leży w zwyczaju ludu rzymskiego przyjmować rad od uzbrojonego przeciwnika, dodał też, że jeśli złożą broń, on wstawi się za nimi u Cezara. Tą drogą Ambioryks już nic nie wskórał. Belgowie otoczyli obóz na sposób rzymski siecią wałów ciągnącą się na obszarze 5 kilometrów, które wznieśli w ciągu 3 godzin. Siódmego dnia oblężenia Galowie przypuścili wielki szturm, udało im się wywołać pożar w rzymskim obozie, nic jednak nie osiągnęli, ponieśli za to duże straty. Cyceron wysyłał pojedynczych żołnierzy, którzy mogliby się przedrzeć przez umocnienia wroga i zawiadomić Cezara.

Eburonowie wszystkich jednak wyłapali i stracili po torturach na oczach Rzymian. Wreszcie jednemu udało się przechytrzyć galijskie straże i dotrzeć z listem do kwatery głównej Cezara. Ten natychmiast zarządził alarm. Wyruszono na odsiecz w przeciągu 2 godzin. Również Galowie dowiedzieli się o odsieczy, zwinęli oblężenie i ruszyli przeciwko Cezarowi. Pewni byli łatwego zwycięstwa, Cezar dysponował jedynie 7 tys. żołnierzy. W połowie drogi obie armie się spotkały i doszło do bitwy. Galowie zostali rozbici i uciekli na północ do swych siedzib, a Cezar miał już otwartą drogę do obozu Cycerona. Gdy wszedł do obozu, wszyscy żołnierze pozostali przy życiu pozdrowili go gromkim Ave Caesar. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane.

Kampania roku 53 p.n.e. Eksterminacja Eburonów


Cezar zdawał sobie sprawę, że władza nad Galią zaczyna wymykać mu się z rąk. Jeszcze w listopadzie 54 p.n.e. sojusznicy Eburonów – Trewerowie uderzyli na rzymski obóz Tytusa Labienusa w rejonie dzisiejszego Chiny. Zostali co prawda odparci, a ich wódz Indutiomarus zginął, jednak cała Galia żyła już wiadomościami o pierwszej klęsce Rzymian pod Aduatuką. Wodzowie poszczególnych plemion oficjalnie przyrzekali lojalność, jednak potajemnie knuli między sobą przygotowania do powstania i wypędzenia Rzymian z Galii. Cezar nie miał czasu, musiał stłumić bunt w zarodku.

Z początkiem nowego roku 53 p.n.e. ruszył na kraj Nerwiów, spustoszył go a mieszkańcy uciekli w gęste lasy. Wyruszył teraz przeciwko Senonom i Karnutom, którzy ukorzyli się przed nim. Następnie skierował się na północ do kraju Menapiów, spustoszył ten kraj i zmusił wodzów plemienia do poddania się i złożenia mu hołdu. Niepokoiły go wieści o sojuszu Eburonów z Germanami, postanowił rozwiązać sprawę germańskich sprzymierzeńców raz na zawsze.

Rzymianie zbudowali drugi most na Renie w pobliżu dzisiejszego Kasselheim, 5 kilometrów na wschód od poprzedniej przeprawy w roku 55 p.n.e. Cezar zdawał sobie sprawę, że jego siły nie są duże, nie zamierzał podbijać Germanii, chciał jedynie udowodnić zarówno Galom, jak i Germanom, że armia rzymska nadal jest potężna i zdolna do działań ofensywnych pomimo klęski pod Aduatuką. Ruszył przeciwko Swebom, z którymi zawarł sojusz Ambioryks. Uciekli oni przed nim i ukryli się w lasach. Rzymianie spustoszyli kraj Swebów i wrócili do Galii, niszcząc za sobą most. Kampania zakończyła się sukcesem, Germanie nie zamierzali już pomagać Ambioryksowi w dalszej walce z Rzymianami.

Teraz Cezar skierował się przeciw największemu wrogowi – Ambioryksowi. Dzięki szpiegom zdobył dokładne informacje, gdzie przebywa Ambioryks. Eburonowie zostali zupełnie zaskoczeni, Ambioryks uratował się tylko dzięki pomocy jednego ze swych wojowników, który dał mu konia. Oddział Eburonów został wybity, lecz Cezar wiedział, że zwycięstwo będzie pełne dopiero wtedy, gdy uwięzi lub zabije Ambioryksa. Ambioryks zdawał sobie sprawę, że nie ma szans w otwartej walce z Rzymianami, nakazał więc wszystkim mężczyznom i kobietom z dziećmi swego plemienia ukryć się w gęstych lasach i rozproszyć na całym terytorium kraju Eburonów. Cezar nie zamierzał ryzykować życia legionistów w walkach w lasach, gdzie nie można rozwinąć żadnego szyku. Legioniści byliby tu zdani na walkę jeden na jednego, co przy nieznajomości terenu przez Rzymian mogło skończyć się dla nich tragicznie.

Ogłosił kraj Eburonów wolnym dla każdego, kto chce tu łupić i palić. Tłumy Galów ściągnęły tutaj ze wszystkich zakątków z zamiarem mordowania swych współbraci. Cezar zezwolił nawet Germanom na przekroczenie Renu, aby pomogli w eksterminacji plemienia Eburonów. Szybko jednak tego pożałował, Germanom mało było pustoszenie kraju Ambioryksa, postanowili uderzyć na rzymski obóz w Aduatuce. Legionistom, z wielkim trudem, przy dużych stratach, udało się odeprzeć atak. Ambioryks zapewne zginął ze swoim plemieniem, choć jego ciała nie odnaleziono. Ostatnim aktem tej rzezi było zasieczenie kijami na śmierć Akki, wodza plemienia Senonów, sprzymierzeńca Ambioryksa. Cała Galia była spacyfikowana i podbita przez Rzymian.

Kampania roku 52 p.n.e. Powstanie Wercyngetoryksa


Pomimo zdobycia Galii, pozycja Cezara w Rzymie zaczęła słabnąć. W roku 54 p.n.e. zmarła Julia, jedyna córka Cezara, a jednocześnie żywa więź spajająca go z Pompejuszem, którego była żoną. Sytuacja się skomplikowała jeszcze bardziej, gdy w czerwcu 53 p.n.e. w bitwie z Partami pod Carrhae na syryjskiej pustyni zginął Krassus, jeden z triumwirów. Cezar starał się przekonać Pompejusza do ożenku ze swą stryjeczną wnuczką Oktawią, ten jednak odmówił i poślubił wdowę po Krassusie, Kornelię. W styczniu 52 p.n.e. zabity został Klodiusz, którego zbrojne oddziały przez pewien czas finansowane były przez Krassusa, a należał od dawna do stronników Cezara. W Rzymie pozostały już tylko bandy Milona, na usługach Pompejusza.

Niedługo potem Senat przyznał Pompejuszowi specjalne pełnomocnictwa w celu zapobieżenia rozbojom w Rzymie, które dokonywały oddziały Milona. Pompejusz uzyskał też prawo do przeprowadzenia zaciągów wojskowych w Italii i wybrano go na konsula roku 52 p.n.e. Pompejusz zgromadził w swych rękach wielką władzę, mógł zrobić wszystko w Rzymie i Italii, przeprowadzić każdą ustawę, a dzięki uzbrojonym oddziałom, zamienił Rzym w prawdziwie pompejańskie terytorium. Pompejusz nie wykonał jednak żadnych nieprzyjaznych Cezarowi kroków, poza tym jednym, że przeprowadził pobór rekruta w Italii, co zostało odebrane wśród plemion galijskich jako początek wojny domowej z Cezarem. Galowie uznali, że nadszedł właściwy czas na rozpoczęcie wielkiego powstania przeciw Cezarowi, znienawidzonemu nawet przez Rzymian.

Opis powstania Wercyngetoryksa

Kampania roku 51 p.n.e. Finis Galliae


Mimo całkowitego zwycięstwa, Cezar nie zdecydował się na powrót do Italii, obawiał się kolejnych galijskich „ruchawek”. Choć Wercyngetoryks i wielu jego wodzów zostało uwięzionych, nadal nie było spokojnie. I rzeczywiście jeszcze w listopadzie 52 p.n.e. musiał ruszyć do kraju Biturygów i Karnutów nad Loarę, aby stłumić mały bunt. Do poważnego powstania doszło z końcem kwietnia 51 p.n.e. w kraju belgijskich Bellowaków. Ci sprzymieżyli się z Atrebatami, Kaletami i Eburonami, na wodzów zaś obrano Korreusa i Kommiusza.

Galowie rozbili obóz w lasach koło Compiegne na wzgórzu St. Marc. Cezar rozłożył się na przeciwległym wzgórzu St. Pierre. Galowie unikali przyjęcia bitwy, siedząc w dobrze obwarowanym i umocnionym obozie, udało im się zaś rozbić wysyłane po prowiant przez Cezara oddziały jazdy rzymskiej. Dziwnym trafem wieści o tym przedostały się do Rzymu. Zaczęły szerzyć się pogłoski o zupełnej klęsce jazdy Cezara i o odcięciu jego samego od reszty armii. Cezar, wiedząc, że dysponuje zbyt małymi siłami – 4 legiony (ok. 20 tys. żołnierzy), postanowił ściągnąć jako posiłki kolejne 3 legiony.

Galowie na wiadomość o zbliżaniu się rzymskich posiłków postanowili odesłać ze swego obozu tabory i wszystkich „cywilów”. Cezar wystawił swoje legiony i uszykował je do bitwy. Bellowakowie również się ustawili, jednak nie rozpoczynali bitwy, nie czynili tego i Rzymianie. Obie armie stały tak przez kilka dni, aż w końcu Galowie postanowili wycofać się, podpalili uprzednio naniesiony chrust i suche drzewa między linią rozgraniczającą obie armie, i bezpiecznie odeszli, ściany ognia nie odważyła się przekroczyć rzymska jazda. Bellowakowie rozłożyli obóz pod górą Ganelon, na północ od rzeki Izary (dziś Oise), w rejonie Axony. Tutaj przygotowali na Cezara pułapkę. Cały rejon rozsiany był gęsto łąkami, stwarzał więc doskonałe pole manewru dla rzymskiej jazdy, Galowie ukryli oddziały swojej jazdy i wspomagającej ją piechoty w pobliskich lasach, oczekując na Rzymian.

Cezar dowiedział się jednak o przygotowanej zasadzce od pojmanych jeńców i postanowił tak pokierować bitwą, aby Bellowakowie wpadli we własne sidła. Rzucił do ataku całą swą konnicę, która odparła atak Galów i rozbiła ich jeszcze przed przybyciem legionów. Korreusz poległ w bitwie, Kommiusz uciekł, reszta Galów pozostałych w obozie poddała się. Bellowakowie, aby uratować życie, zaczęli prosić Cezara o przebaczenie, zganiając winę za rozpętanie bitwy na poległego Korreusza. Cezar przebaczył im, jednak w swej przemowie powiedział, iż „najłatwiej jest winić za wszystko poległych”. Odtąd Belgia była już spacyfikowana i ujarzmiona, zresztą jak i reszta Galii. Pozostało jeszcze jedno nieujarzmione miasto, do którego ściągali ostatni chętni do walki z Rzymianami – Uksellodunum.

Cezar wkroczył teraz do spacyfikowanego kilka lat wcześniej kraju Eburonów. Ostatni żyjący jeszcze mieszkańcy tego sławnego i bitnego niegdyś ludu pochowali się w najgłębsze lasy. Labienus spacyfikował następnie lud Trewerów, a Kaniniusz skierowany został na południe do górskiej twierdzy Uksellodunum położonej nad rzeką Dorgodne. Zgromadzili się tam ostatni z tych Galów, którzy mimo totalnej klęski nadal pragnęli walczyć z Cezarem. Na wodzów wybrano Drappesa i Lukteriusa. Byli to w większości ostatni wodzowie Wercyngetoryksa, wierni przysiędze walki z Rzymianami do ostatka i pamiętający triumf pod Gergowią.

Rzymianie nie mogli oblężyć twierdzy linią umocnień jak pod Alezją ze względu na strome góry, Galowie czynili zaś częste wypady, zadając Rzymianom duże straty. Pod koniec lipca 51 p.n.e. Rzymianom udało się przerwać zaopatrywanie twierdzy w żywność i zmusić Lukteriusa do ucieczki. Jednocześnie do niewoli dostał się drugi z przywódców Drappes, który zaraz potem popełnił samobójstwo. Był to niewątpliwy sukces Rzymian, jednak twierdza nadal nie zamierzała się poddawać. Tymczasem ostatni bunt na północy – Karnutów pod wodzą Dumnakusa został krwawo stłumiony przez Cezara.

Ten potraktował lud Karnutów łagodnie, domagając się jedynie wydania Kotuatusa, prowodyra rzezi Rzymian w Cenabum z poprzedniego roku. Został zabiczowany kijami na śmierć, podobnie jak 2 lata wcześniej Akkon wódz plemienia Senonów. Cała Galia podbita była więc przez Rzymian, broniła się jeszcze grupka zapaleńców w Uksellodunum. Ci jednak nie liczyli już na zwycięstwo nad Cezarem, a jedynie na czas. W następnym roku kończyło się namiestnictwo Cezara w Galii, liczono więc, że wówczas uda się wycofać z miasta, a przy sprzyjających okolicznościach może wzniecić powtórnie powstanie.

Działania Kaniniusza pod Uksellodunum były mizerne, Cezar więc pospieszył na południe z Cenabum – stolicy Karnutów z 2 legionami, aby ostatecznie zdobyć twierdzę. Szybko też się zorientował, że nie zdobędzie miasta inaczej, jak tylko odcinając obrońców od źródeł wody tryskającej z pobliskiej rzeki Lot górskim stokiem do Uksellodunum. Rozpoczęto roboty oblężnicze, ustawiając 10-piętrowy hulajgród naprzeciwko tryskającego źródła. Pozwalał on skutecznie razić pociskami wystrzelanymi z katapult obrońców chcących zaczerpnąć wody z górskiego źródła.

Galowie zebrali się w desperackim ataku, konając z pragnienia, na hulajgród i udało im się nie tylko spalić go doszczętnie, ale także zniszczyć inne rzymskie zabezpieczenia położone pod grodem. Był to spory sukces Galów, znów bowiem odzyskiwali dostęp do źródła. Euforia Galów była przedwczesna, Cezar ustawił bowiem hulajgród jako tzw. „zasłonę dymną”, prawdziwym jego celem było zupełne odcięcie obrońców od wody. Rzymscy minerzy drążyli podziemne tunele, w celu dotarcia do źródła wody i zmiany jego biegu. Wreszcie w połowie sierpnia udało im się za pomocą sztolni zmienić bieg podziemnego źródła i skierować go w przeciwną do Uksellodunum stronę.

Górskie źródło nagle wyschło, przerażeni Galowie sądzili, iż jest to kara bogów za ich złe uczynki. Druidzi w błagalnych tonach modlili się do bogów o ponowne zesłanie wody, nie sądzono bowiem, że stało się to za sprawą rzymskiej inżynierii wojskowej. W końcu wyczerpani z pragnienia Galowie poddali twierdzę. Wziętym do niewoli na rozkaz Cezara odrąbywano prawe dłonie – te w których trzymali miecze – i puszczono ich wolno, aby wędrując po Galii stali się przykładem i przestrogą dla innych ewentualnych buntowników. Tak padła ostatnia rubież obronna Galów, a sama Galia utraciła niepodległość na prawie 500 lat.

Kapitulacja Wercyngetoryksa przed Cezarem pod Alezją (52 p.n.e.) na obrazie Lionel-Noël Royera z 1899 roku.

Konsekwencje


W przeciągu kilku następnych miesięcy w ręce Cezara wpadli wszyscy galijscy przywódcy począwszy od powstania Wercyngetoryksa skończywszy na Uksellodunum. Kommiusz ukorzył się przed Cezarem i ten puścił go wolno, potem wyjechał do Brytanii, gdzie ogłosił się władcą jakiegoś plemienia. Lukterius za swe nieprzejednane stanowisko i wierność dawnej Galii, a przede wszystkim jego udział w powstaniu Wercyngetoryksa – zapłacił głową. Wreszcie Wercyngetoryks, największy w historii wódz Galów został uwięziony i przewieziony do Rzymu, uczestniczył w triumfie Cezara w Rzymie w 46 p.n.e. po zakończeniu wojny domowej z Pompejuszem.

Następnie został uduszony w celi więziennej. Na marginesie należy dodać, że zarówno Cezar, jak i Wercyngetoryks byli do siebie pod wieloma względami bardzo podobni. Obaj bowiem pragnęli zostać „królami królów”. Wercyngetoryksowi jednak się nie udało, ale celtycka legenda „króla królów” przetrwała chociażby w późniejszej legendzie o „Królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu”. 9-letnia wojna galijska dobiegła końca, Cezar zdobył 800 miast i miasteczek, podbił 300 ludów. Milion Galów padł w walce, a kolejne 2 miliony dostały się do niewoli. Efektem tej wojny było także 7 ksiąg wspomnień napisanych przez Cezara na przełomie 51 p.n.e. i 50 p.n.e., a zatytułowanych – „Commentarii de bello Gallico” (Komentarze o wojnie galijskiej).

O sławie tejże książki świadczy fakt, że do czasów współczesnych stanowiła i stanowi nadal główną książkę do nauki łaciny. To właśnie od tych słów „Gallia est omnis divisa in partes tres” – „Cała Galia dzieli się na trzy części”, uczniowie poznają tajniki składni tego pięknego języka. Trzeba jeszcze dodać, że Cezar nie pisał tych ksiąg jedynie jako ciekawostki historyczno-literackiej, prawdziwym jego celem była opinia ludu rzymskiego i jego przychylność w zbliżającej się wojnie domowej.

Kalendarium wojen galijskich

  • 58 p.n.e.:
    • bitwa nad Arar (zwycięstwo Rzymian Cezara nad grupą Helwetów)
    • bitwa pod Bibrakte (zwycięstwo Rzymian Cezara nad Helwetami)
    • bitwa u stóp Wogezów (zwycięstwo Rzymian nad Germanami Ariowista)
  • 57 p.n.e.:
    • bitwa nad rzeką Aisne (zwycięstwo Rzymian nad Belgami)
    • bitwa pod Sabis
    • bitwa pod Octodurus
    • bitwa pod Maubeuge (zwycięstwo Rzymian Cezara nad Nerwiami)
  • 56 p.n.e. – bitwa w zatoce Morbihan (powstanie plemion nadmorskich przeciw Rzymianom)
  • 55 p.n.e. – walki Rzymian z Morynami
  • 54 p.n.e.:
    • bitwa pod Aduatucą
    • oblężenie obozu rzymskiego w Amiens
    • wyprawa przeciw Pirustom
  • 53 p.n.e. – bitwa nad rzeką Semois
  • 52 p.n.e.:
    • masakra Rzymian w Cenabum
    • zdobycie Wellaunodunum i Cenabum przez Rzymian
    • bitwa pod Nowiodunum
    • oblężenie Borges
    • oblężenie Awarykum (klęska Galów – z 40 tys. ludzi ocalało zaledwie 800 – w bitwie z Rzymianami)
    • bitwa pod Gergowią (porażka Rzymian – 700 zabitych w starciu z Galami)
    • bitwa na równinie Gvenelle (kampania Labienusa)
    • bitwa w kraju Senonów
    • bitwa pod Alezją
  • 51 p.n.e.:
    • walki z Biturygami
    • bitwa w pobliżu zlewiska rzek Aisne i Oisne (wojna z Bellowakami)
    • kampania Kaniniusza
    • bitwa nad Loarą
    • oblężenie Uxellodunum i Lemonum

Źródła wykorzystane

  • Cary M., Scullard H. H., Dzieje Rzymu. Od czasów najdawniejszych do Konstantyna t. I, Warszawa 1992
  • Jaczynowska Maria, Historia starożytnego Rzymu, Warszawa 1984
  • Krawczuk Aleksander, Gajusz Juliusz Cezar, Warszawa 1972
  • Markale Jean, Wercyngetoryks, Warszawa 1988
  • Matyszak Philip, Wrogowie Rzymu. Od Hannibala do Attyli, króla Hunów, Warszawa 2007
  • Mikołajczak Aleksander Wojciech, Cezara Wojna Galijska, Wrocław 1996

Zostań Patronem IMPERIUM ROMANUM!

Jeżeli masz chęć wsparcia największego polskiego portalu o antycznym Rzymie w jego dalszym rozwoju, zachęcam do objęcia IMPERIUM ROMANUM patronatem. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Co nowego w świecie antycznych Rzymian?

Praktycznie co chwilę pojawiają się nowe informacje o nowych odkryciach i ciekawostkach o antycznym Rzymie. Jeśli chcesz być na bieżąco z nowościami zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!