Ta strona nie może być wyświetlana w ramkach

Przejdź do strony

Inwazja Cezara na Brytanię

(55 - 54 p.n.e.)


Marmurowe popiersie Cezara datowane od 49 do 46 roku p.n.e., znalezione w Rodanie niedaleko Arles, we Francji. Jest to jedyne zachowane popiersie dyktatora, wykonane za jego życia.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Podczas podboju Galii legioniści Cezara ciągle stykali się z ochotnikami z Brytanii. W samej Brytanii znajdowały się znaczące ośrodki religijne Celtów, których kapłani zapewne podburzali ludy z kontynentu do walk przeciw Rzymianom. Prócz tego dostarczano stamtąd broń dla plemion oraz pewnie zapasy żywności, wykorzystując do tego dobrze rozwiniętą flotę kupiecką żeglarskich Wenetów z dzisiejszej Wandei (zachodnia Francja). Każdy, kto czuł się wrogiem Rzymu znajdował tam bezpieczną przystań. Wyspa oddzielona kanałem mogła czuć się w miarę bezpiecznie wobec groźnego przeciwnika, jakim był Juliusz Cezar.

Jakby tych powodów było mało o samej wyspie krążyły legendy na kontynencie mówiące o bajecznych perłach, złocie i bogactwach. Rzymskie kampanie kupieckie, powiązane z politykami więzami rodzinnymi i finansowymi zapewne także dorzuciły swoje trzy grosze. Przejęły one porty w Galii północnej. Aby handel z Brytanią mógł wzrosnąć, potrzebne były na wyspie faktorie, porty, drogi i załogi wojskowe pilnujące całego dobytku i infrastruktury handlowej. Nie wspominając o nowych legionach niewolników, które byłyby transportowane na kontynent.

Wpływ na próbę ujarzmienia Brytanii miała też pośrednio ogólnie spadek zainteresowania i popularności w Rzymie Cezara. Krótka kampania w Germanii pozostała bez echa, co nijak się miało do sławy z szybkiego podboju Galii. Sam Cezar, w 55 roku p.n.e., był po wspomnianych walkach w Germanii. 18 dni tam spędzonych spowodowało to, że Sugambrowie pozostawili w ucieczce swój dobytek, a legiony zarekwirowały ich zboże i spaliły, co dało się spalić. Swebowie natomiast szykowali się w trwodze do obrony swoich terenów. Cezar zadowolony z tego, że Germanom napędził strachu postanowił to samo zrobić w Brytanii.

Analiza oporu Celtów wobec Cezara

Pierwsza wyprawa w 55 roku p.n.e.


Wizja inwazji Rzymian, pod przywództwem Cezara, na Brytanię.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Z pamiętników Cezara dowiadujemy się, że autor zdawał sobie sprawę, jak mało czasu mu zostało na kampanię, ponieważ lato zbliżało się ku końcowi. Obawiał się jednak, że Brytowie nadal będą wspomagali ruch oporu pobratymczych celtyckich plemion Galii. Jedynym wyjściem było przedsięwzięcie wyprawy podobnej do tej ‘ekspedycji karnej’ którą już odbył w Germanii. Rozpoczęły się przygotowania, a legiony rozpoczęły koncentracje w kraju Morynów, w Portus Itus (dzisiaj Bulogne). Cezar postanowił, co nieco dowiedzieć się o obszarze, który zamierzał podporządkować. Jak pisze Swetoniusz w „Żywotach cezarów”: „I do Brytanii nie wcześniej przeprawił wojska aż uprzednio[…] zbadał porty, warunki żeglugi i dostęp do wyspy”. Przesłuchania kupców wenetyjskich (chodzi o galijskich Wenetów) nie przyniosły jednak spodziewanych efektów, gdyż ci albo kłamali albo opowiadali jedynie o wybrzeżu Brytanii. By poznać dobrze ukształtowanie terenu wysłany został jeden z oficerów, który „po przebadaniu wybrzeży, na ile pozwalały mu możliwości, ponieważ nie odważył się zejść z okrętu i zawierzyć barbarzyńcom, piątego dnia powrócił do Cezara i złożył sprawozdanie z tego, co zaobserwował.” (Cezar, Pamiętniki…)

Z drugiej jednak strony dzięki kupcom wieści o zbliżającym się ataku dotarły na wyspę. Przerażeni Brytowie natychmiast wysyłają posłów z wiernopoddańczymi obietnicami. Cezar odsyła razem z nimi Komiusza, wodza Atrebatów by jak najwięcej plemion przekonał do oddania się pod władzę Rzymu. Tymczasem flota zbiera się w Portus Itus. 80 okrętów transportowych i kilkanaście wojennych miało wyruszyć z dwoma legionami na pokładach: VII i X. Tak, więc Cezar posiadał około 10 tysięcy legionistów wraz z kilkuset jeźdźcami. Jazda miała do dyspozycji 18 transportowców, ale miała problemy z wypłynięciem. Kilkanaście godzin zajęło dopłynięcie floty do wybrzeży wyspy. Jednak miejsce, przy którym zacumowano miało strome, wysokie wybrzeże. Obawiając się zasadzki i ataków barbarzyńców, którzy w tych warunkach mieliby przewagę, Cezar nakazał popłynąć bardziej na wschód w stronę Rutupiae, oppidum plemienia Kantiów (dzisiejsze Richborough w hrabstwie Kent). W tym samym kierunku przemieściły się watahy Brytów.

Birema ‒ rzymski dwurzędowiec wiosłowy – takie jednostki prawdopodobnie zostały wykorzystane przez Cezara przy inwazji na Brytanię. Okazały się być zupełnie nieprzydatne na burzliwych wodach między kontynentem a Brytanią.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Rzymianom ukazał się widok szeregów wojsk celtyckich. Wymalowani w barwy wojenne Brytowie, którzy głośnymi okrzykami zachęcali siebie do walki. Po plaży manewrowały esseda (tym terminem, zapożyczonym od kontynentalnych Galów, nazywali Rzymianie celtyckie rydwany dwukonne, bigi, które znali u siebie z zastosowań paradnych i wyścigowych, ale stosowane były przez brytyjskich Celtów w walce), które zapewne robiły na Rzymianach spore wrażenie. Konni i piesi wojownicy byli gotowi na spotkanie. Nieszczęśliwie dla Cezara statki transportowe ze względu na wielkość nie mogą podpłynąć do brzegu. Pierwsze oddziały zeskakiwały z okrętów prosto na głęboką wodę i zwierali się w walce wręcz z wojownikami. Podczas każdej inwazji lądujący był postawiony w gorszym położeniu. Tak też i teraz „żołnierze nieobeznani z terenem, z zajętymi rękoma, objuczeni wielkim i ciężkim balastem wyposażenia bojowego musieli równocześnie zeskakiwać z okrętów, utrzymywać równowagę wśród fal i walczyć z nieprzyjaciółmi, podczas gdy ci bądź z brzegu, bądź wszedłszy nieco do wody, przy pełnej swobodzie ruchów ciała i doskonałej znajomości terenu, obrzucali naszych pociskami i napierali na nich oswojonymi z morzem końmi”. Wódz legionów natychmiast posłał po okręty wojenne, które stały za transportowcami. Podpłynęły one z flanki na odsłonięty bok wojsk celtyckich i rozpoczęły ostrzał z machin na pokładach. Siła rażenia musiała być spora, skoro zaskoczeni tym obrońcy wybrzeża wycofali się, czym umożliwili Rzymianom wprowadzenie do walki całych sił. Następuje słynna scena, w której aqulifer (chorąży) X legionu wzywał brać legionową do lądowania na plaży bez strachu. Kohorty wyładowały się pod „ogniem” i od razu starli się z wrogiem. Walka była zacięta i bezpardonowa, tam gdzie Brytowie mieli przewagę natychmiast posyłane były posiłki łodziami i liburnami. W końcu silny kontratak legionów odrzucił nieprzyjaciół i zmusił do ucieczki. Pościg był krótkotrwały, bowiem zmęczeni legioniści nie mogli biec zbyt daleko, a jazda jeszcze nie przybiła.

Wizja rydwanów wykorzystywanych przez ludy brytyjskie.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Po bitwie dochodzi do zawieszenia broni. Pokonani Brytowie obiecują przyprowadzić zakładników i przysyłają Komiusza Atrebatę, którego wcześniej uwięziono wraz z 30-osobową eskortą. Był to jedyny oddział jazdy, jaki posiadał od tej pory Cezar. Wydaje się dosyć dziwne, że Komiusz bez uszczerbku powraca do Cezara. Zdrajca i agent, którym miał być działając dla Rzymian, powinien być przecież poddany przynajmniej torturom. Cezar wspomina jedynie o kajdanach. Wiadomo jak Celtowie potrafili obchodzić się z jeńcami. Być może kajdany były jedynie pustym frazesem, a jazdę odseparowano od Komiusza by nie była świadoma faktów. Wódz Atrebatów mógł roztoczyć przed wyspiarzami wizję Brytanii pod jarzmem Rzymian i nakłaniać do walki z niewielkimi w sumie siłami, jakie prowadził Cezar. Po bitwie, mając w obozie legionów swojego człowieka, Kommiusza, mogli być dalej informowani o krokach wodza. Atrebata mógł cały czas udawać przyjaciela Rzymian i wyczekiwać dogodnego momentu by ujawnić swoje prawdziwe oblicze. Stało się to dopiero w Galii.

W każdym razie obie strony mają kilkanaście dni czasu. Czwartego dnia legioniści mogą zaobserwować walkę swojej floty z żywiołem. To 18 statków transportowych z jazdą próbowało dopłynąć do towarzyszy, lecz rozproszone ulegają silnej burzy i zawracają na kontynent. Tej samej nocy potężna nawałnica niszczy 12 transportowców i poważnie uszkadza wiele innych. Zapewne spadło poważnie morale w legionach, tym bardziej, że nie zabrano ze sobą większych zapasów. Widmo zimowania w Brytanii stało się całkiem realne. Wody kanału potrafiły być bardzo niespokojne z końcem lata.

Brytowie poinformowani o kłopotach nękających legiony przez naturę postanawiają „wzniecić powstanie”. Widać Cezar uważał zbyt pochopnie, że Brytowie już są ujarzmieni. Sama ucieczka zakładników z obozu nasuwa przypuszczenie, że był ktoś, kto im to umożliwił (czyt. Komiusz). Cezar nazywa to mgliście „wymykaniem się”, lecz dziwne by pośród kilku tysięcy legionistów nie było straży w obozie. Tymczasem żołnierze dokonują odpowiednich napraw i oczyszczają sąsiadujące z obozem okoliczne pola ze zbóż. Są to niezbędne przygotowania do opuszczenia wyspy i zapewnienia sobie żywności. Brytowie poinformowani o rozdzieleniu sił, (kiedy jeden legion był w obozie, drugi wymiatał pola ze zboża) zebrali wojska i przygotowali zasadzkę, w którą wpadł VII legion. Cezar rusza z posiłkami i odrzuca nieprzyjaciela. Obawiając się o pozostawiony obóz po jakimś czasie wraca do niego.

Nadeszło wiele dni z nieustanną słotą, która naszych trzymała w obozie, a nieprzyjaciół powstrzymywała od działań bojowych. Podczas tej przerwy barbarzyńcy rozesłali na wszystkie strony posłów powiadamiając swoich o naszych szczupłych liczebnie siłach i wykazując, jaka nadarza się sposobność zdobycia łupów oraz wyswobodzenia się raz na zawsze, jeśliby Rzymian przepędzili z obozu. Tym sposobem szybko zgromadziwszy wielką liczbę piechoty i jazdy przybyli pod obóz.

Juliusz Cezar, O wojnie galijskiej, IV.34

Dochodzi do trzeciego starcia, jednak w boju na otwartym polu Brytowie nie mają szans z legionami. Odepchnięci wycofują się mając na karku jazdę Commiusa. Jeszcze tego samego dnia przybywają posłowie prosząc kolejny raz o pokój. Cezar nakazuje przysłać dwa razy większą liczbę zakładników na kontynent. Korzystając z dobrej pogody legiony opuszczają wyspę jeszcze tej samej nocy.

Wnioski z pierwszej wyprawy


Cezar osiągnął przede wszystkim główny cel swojej wyprawy, czyli „zapoznać się z tamtejszą ludnością i uzyskać wiadomości o miejscowościach, przystaniach morskich i dostępach do lądu”. Na aktywniejsze działania wojenne brakło czasu i liczba wojska okazała się zbyt mała. Mimo to walki na lądzie pokazały, że w polu legiony nie mają sobie równych. O zwiadowczym charakterze pierwszej wyprawy świadczy fakt, że legiony nie zabrały ze sobą większych ilości żywności. Cezar zapoznał się z techniką walki Brytów używających ciągle rydwanów bojowych, zapomnianych już na kontynencie. Poznał też politykę plemienną, która nie różniła się wiele od tej prowadzonej przez Galów. Była chwiejna, po każdej przegranej chcieli pokoju by natychmiast wykorzystać jakiekolwiek osłabienie Rzymian.

Operacje morskie Rzymian zawiodły na całej linii. Brak większej ilości jazdy uniemożliwił Rzymianom całkowite rozbicie plemion południowo-wschodniej Brytanii. Flota rzymska zbyt słabo znała wody i prądy otaczające od południa wyspę. Na to potrzeba było czasu, którego nie miał Cezar. Można nazwać szczęściem, że udało mu się powrócić cało przez kanał z obydwoma legionami. Dziwne jest to, że w jego pamiętnikach nie ma z nazwiska wymienionych innych oficerów rzymskich. Być może zawiedli w trudnych sytuacjach, lub nie dokonali niczego szczególnego.

Ilustracja ukazująca lądowanie rzymskich wojsk na plaży w Brytanii.

Druga wyprawa


Do drugiej wyprawy Cezar przygotowuje się zdecydowanie lepiej. Już zimą legaci stacjonujący na leżach mają rozkazy naprawiać stare i budować nowe okręty. Mając w pamięci koszmar wiatrów i prądów w kanale nakazuje zbudować nowe typy statków przypominające trochę dzisiejsze desantowce. Były szersze by pomieścić więcej zwierząt i niższe by lepiej wykorzystać siłę wioseł. Odpowiednie części dowożono aż z Hiszpanii. Takich transportowców wybudowano około 600 i 28 okrętów wojennych, a doliczając stare i zbudowane prywatnym sumptem okręty cała flota składała się z ponad 800 statków i okrętów wojennych. Siły jakie zgrupowano do drugiej wyprawy to pięć legionów (w tym VII) i 2000 jazdy galijskich sojuszników (około 25-30 tysięcy ludzi). Legat Titus Labienus pozostał w bazie wypadowej (Portus Itius) z 3 legionami i podobną ilością jeźdźców. Jego zadaniem było „aby strzegł portu, pilnował dowozu żywności, obserwował, co się dzieje w Galii, i podejmował decyzje stosownie do czasu i okoliczności”. Świadczy to o wielkim zaufaniu jakim darzył tego oficera. Z wyższych oficerów których zabrał na pewno byli oficerowie: legat Gaius Trebonius i Quintus Atrius (zapewne praefectus castrorum).Towarzyszył Cezarowi syn wodza plemienia Trynowantów – Mandubracjusza, który odegra ważną rolę w drugiej wyprawie. Zabrano także na pokłady większość wodzów plemion galijskich, by nie wykorzystali nieobecności Cezara do powodowania buntów. Latem 54 roku p.n.e. olbrzymia flota wypływa z Portus Itius i kieruje się na dzisiejszy Kent.

Miejsce prawdopodobnego przybicia do brzegu armii Cezara.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Lądowanie


Najprawdopodobniej operacja desantowa wypadła w rejonie Richborough lub Deal (Walter), lecz niektórzy skłaniają się do plaży w Folkestone (Corinne Mills, Richard Hayton). Przyczyna problemu ustalenia miejsca lądowania leży w kłopotach olbrzymiej floty. Początkowo sprzyjający wiatr pchał ją z południowego- zachodu, lecz w środku nocy ustał i prąd morski zniósł statki bardziej na otwarte morze co groziło zagładą całej floty. Rano zobaczono wybrzeża regionu Cantium (Kent) z lewej strony. Żołnierze zasiedli do wioseł i wykorzystując kolejny prąd (z północnego-wschodu) dobili do plaży. Czy była to ta sama plaża co w zeszłym roku, nie wiadomo. Cezar w pamiętnikach jedynie pisze, że „kazał” z całych sił wiosłować, by dotrzeć do tej części wyspy, o której z poprzedniego lata było mu wiadome, że ma najlepszy dostęp. „Kazał” niestety nie jest równoznaczne z tym, że tam dopłynęli. Nie wspomina nic o starym obozie, który przecież się nie rozmył i zapewne mógłby wykorzystać go do szybkiej budowy nowego.

Brytania w 54 roku p.n.e. wraz z kierunkiem inwazji Cezara.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Po lądowaniu z założeniu obozu do jego pilnowania Cezar pozostawia siły jednego legionu i 300 jeźdźców do ochrony floty na kotwicowisku. Sam z resztą sił rusza nocą na koncentrującego się wroga za rzeką (pewno Stour) na wzgórzach (może Bigbury). Brytowie doskonale umocnili lesiste wzgórza budując szańce wzmacniające naturalną obronność. Cezar nazywa takie umocnienia „grodami”. Natychmiast VII legion przystępuje do sypania wału pod osłoną testudo („żółwia”, czyli prowizorycznego osłonowego dachu z desek lub tarcz). Następnie bez strat w zabitych zdobywa owe umocnienia. Pościgu Cezar nie wysyła ponieważ nie orientował się w tutejszym terenie i obawiał zasadzki. Prawdopodobnie to następna wskazówka, że lądowanie mogło się odbyć nie w Deal, a w innym miejscu. Zapewne wykorzystuje te samo wzgórze na przygotowanie obozu (wówczas tamte tereny pokrywały gęste lasy więc trudno było szukać lepszego miejsca).

Memoriał w Deal, upamiętniający inwazję Cezara.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Pościg ugrupowany w trzy kolumny rusza na drugi dzień rano i po przebyciu sporej drogi napotyka na straż tylną armii Brytów. W tym samym momencie nadchodzą trwożliwe wieści, że pogoda znów spłatała figla flocie Cezara. W nocy zerwała się wichura i uszkodziła większość ze statków, a 40 stracono bezpowrotnie. Nie mogąc narazić się na pozostanie przez zimę na wyspie musi zawrócić by zająć się poranioną flotą. Legiony tym czasem w porządku cofają się do obozu nad morzem.

Wybrani fachowcy legionowi zajmują się naprawą, a wszystkie statki wyciągnięto na brzeg. Tutaj połączono je tworząc przedłużenie obozu, a ich kadłuby grały rolę aggeru (wału zaporowego). Naprawa zajęła mu 10 dni i nocy. W międzyczasie plemiona Celtów brytyjskich jednoczą się pod berłem najsilniejszego z plemion, wodza Katuwellaunów – Cassivellaunusa. Dotychczas prowadziły między sobą zaciekłe wojny o dominację, jednak wyprawa Cezara doprowadziła je do jako takiej konsolidacji. Po zabezpieczeniu wszystkich spraw i listownym kontakcie z Labienusem Cezar znów wyrusza tą samą droga jak poprzednio i z tymi samymi siłami. Cassivellaunus już na niego czeka ze zjednoczonymi siłami. Jak poprzednio wojownicy Brytów wyposażeni byli w rydwany bojowe oraz wymalowani w malowidła bojowe urzetem barwiarskim (po ususzeniu i sproszkowaniu liści urzetu można otrzymać silny niebieski barwnik), co było zwyczajem plemion w Brytanii. Podczas marszu dochodzi do starcia jeźdźców obu stron. Celtowie muszą się wycofać, ale w zasadzkach naszykowanych na zbyt zapalczywych ginie trochę jeźdźców Cezara. Sposób prowadzenia walki by dla wodza Rzymian zupełnie nie do przyjęcia. Lasy, „ataki partyzanckie”, szybkie odwroty małych i rozproszonych grup bojowych nie dawały możliwości wykorzystania legionistów w szyku, a jazda nie mogła zbytnio oddalać się w pościgu za uciekającym nieprzyjacielem. Brakowało w jednostkach rzymskich lekkiej piechoty w ramach auxiliares (wojsk posiłkowych), odmiennej niż rzymska piechota legionowa, która mogłaby skutecznie działać w zalesionym terenie. Cezar opisuje jak Brytom udaje się z zaskoczenia zaatakować obóz podczas budowy i nawet wysłane dwie pierwsze kohorty muszą otrzymać wsparcie. Podczas tych zażartych walk ginie jeden z trybunów. Decydujące starcie rozgrywa się podczas zdobywania zaopatrzenia. Brytowie, nienauczeni porażką z zeszłego roku decydują się uderzyć na „niby” rozproszonych i pozornie łatwych do pokonania legionistów. Jednak trzy legiony wysłane po żywność były przygotowane na niespodziankę. Dowodził nimi legat Gaius Trebonius, który kontratakuje chroniąc furażerów. Atak jazdy został poprowadzony z taką zaciekłością, że wyeliminowano wielu przeciwników. Po porażce sojusznicy Cassivellaunusa odchodzą, pozostawiając Katuwellaunów samym sobie.

Trasa inwazji wojsk rzymskich Cezara. Użyta na mapce nazwa Cantiaci jest myląca, to Kantiowie, którzy w źródłach łacińskich występują jako Cantii. Ich obszar plemienny Cantium był większy niż obecny angielski Kent, obejmował także oppidum (gród) o nazwie Londinium.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Do następnej bitwy dochodzi na jedynym brodzie na Tamizie, który był wrotami do kraju Katuwellaunów. Zdecydowany atak jazdy i legionów nie został powstrzymany nawet przez wbite w dno, zaostrzone pale. Cezar wspomina, że przed bitwą przybywają do niego zbiegowie co może jedynie oznaczać całkowity rozpad sojuszu plemion brytyjskich zorganizowanego przeciw niemu. Przedarcie się Rzymian przez Tamizę i strata sojuszników powoduje „efektu domina”. Od Cassivellaunusa odchodzą Trynowanci, a syn zabitego przez niego wodza – Mandubratius przejmuje władzę jako sojusznik Rzymian. W dalszej kolejności odchodzi następne pięć plemion. Przeciwnik Cezara pozostawiony sam sobie ma jedynie 4 tysiące wojowników, głównie na essedach (rydwanach). Rzymianie nie muszą już martwić się o szukanie zboża, które zapewniają im dostawy od Trynowantów. Podczas marszu na Verlamion1 (Rzymianie nazwali Verulamium) – stolicę przeciwnika mogą nawet stosować technikę „spalonej ziemi” w ograniczonym zakresie.

Cassivellaunus chwyta się ostatniego sposobu pokonania Cezara lub zawrócenia jego wojsk. Za pomocą nadmorskich Kantiów uderza na obóz rzymski. Cała operacja kończy się całkowitym fiaskiem, a wódz wojenny plemion dostaje się do niewoli. W analogicznym czasie pada ostatnia twierdza walczących Katuwellaunów, a Cezar zdobywa żywność zgromadzoną tam i wielkie stada bydła. Komiusz Atrebata znów staje się pośrednikiem między wodzami obu stron. Co dziwne Cezar pisze, że „za pośrednictwem Atrebaty Komiusza wyprawił do Cezara posłów z oświadczeniem, że poddaje się.” Więc albo Komiusz był jednym z jego sojuszników albo pozostał jako tajny agent – „oczy i uszy” Cezara na wyspie na przełomie 55/54 roku p.n.e. Być może był, jak już wcześniej wspomniałem, „wtyczką” Brytów, a teraz grał rolę „podwójnego agenta”. W każdym razie Cezar otrzymuje zakładników jako gwarancje oraz ustala daniny jakie Brytowie mieli płacić Rzymowi. Appian z Aleksandrii wspomina o wielkich łupach jakie przywiózł Cezar z Brytanii i Galii, lecz z opisów samego wodza w których nie widać żadnego „złota” możemy wnosić, że chyba chodziło o zboża, bydło, może dostawy cyny. Jednym z warunków pokoju było także osłonięcie Trynowantów i całkowity zakaz ich atakowania.

Po powrocie nad morze wojsko zostaje przeprawione w dwu rzutach. Ponieważ okręty Labienusa (których dobudował 60) nie mogły dobić do brzegów Brytanii Cezar kazał żołnierzom upakować się ciaśniej i szczęśliwie dopłynął do Galii. Wodzowi spieszyło się przed nadejściem jesieni i paskudnej pogody, poza tym w Galii znów dochodziło do buntów.

Przypisy

  1. Nazwa celtycka przedrzymska, jej znaczenie interpretuje się rozmaicie: "nad mokradłem/stawem", "brzeg rzeki Veru", "brzeg pienistej rzeki" lub "gród Szerokorękiego".

Źródła wykorzystane

  • Gajusz Juliusz Cezar, Wojna galijska
  • Krawczuk Aleksander, Gajusz Juliusz Cezar, Warszawa 1972
  • Swetoniusz, Żywoty cezarów: Juliusz Cezar, Wrocłw 1987

Podziękowania dla Pana Mirosława Grudnia za konsultację, korektę oraz wzbogacenie merytoryczne tekstu artykułu.

IMPERIUM ROMANUM potrzebuje Twojego wsparcia!

Aby portal mógł istnieć i się dalej rozwijać potrzebne jest finansowe wsparcie. Nawet najmniejsze kwoty pozwolą mi opłacić dalsze poprawki, ulepszenia na stronie oraz serwer. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Co nowego w świecie antycznych Rzymian?

Jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami na portalu oraz odkryciami ze świata antycznego Rzymu, zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!