Ta strona nie może być wyświetlana w ramkach

Przejdź do strony

Jeśli znajdziesz błąd ortograficzny lub merytoryczny, powiadom mnie, zaznaczając tekst i naciskając Ctrl + Enter.

Status prawny, rekrutacja, służba, relacje żołnierzy w armii rzymskiej

Ten wpis dostępny jest także w języku: angielski (English)

Rzymscy żołnierze w trakcie marszu
Rzymscy żołnierze w trakcie marszu

Armia rzymska okresu wczesnego cesarstwa po dziś dzień uważana jest za niedościgniony wzór pod względem jakości, dyscypliny oraz efektywności. Celem artykułu jest ukazanie jak wyglądało wojsko rzymskie od wewnątrz: jaki status prawny posiadali żołnierze; jak wyglądał proces rekrutacji i szkolenia oraz sama służba; oraz przede wszystkim jakie relacje panowały w oddziałach między towarzyszami broni.

Przekształcenia armii rzymskiej

Wedle tradycji rzymskiej, powtarzanej między innymi przez Tytusa Liwiusza czy Polibiusza, każdy pełnoletni obywatel rzymski miał być potencjalnym żołnierzem, a służba wojskowa była obowiązkiem wobec ojczyzny. Pierwotnie ograniczenia dotyczyły jedynie wieku (musiał być pełnoletni), statusu mężczyzny (obywatel) oraz jego majątku – osoby bez majątku nie były w stanie się uzbroić.

Od tego podejścia odchodzono stopniowo, by pod koniec II wieku p.n.e. – za sprawą tzw. reform Mariusza – zezwolić osobom bez ziemi (proletarii) zgłaszać się na ochotników do wojska (tzw. voluntarii). Zmiana ta wynikała z ciągłego prowadzenia działań wojennych i stałej potrzeby dobierania rekrutów. Co więcej, wielu po prostu uchylało się od werbunku, w związku z czym oferowano biedocie z warstw najniższych możliwość wstąpienia do legionów. Osoby bez majątku, rodziny i perspektyw, cierpiące na głód i biedę, miały szansę na przetrwanie w lepszych warunkach i zgromadzenie majątku.

Armia rzymska ulegała stopniowemu przekształceniu z armii poborowej (pobór tradycyjny nazywano dilectus) w poborowo-ochotniczą. W połowie I wieku p.n.e., w jednym praktycznie okresie, Rzym prowadził intensywną ekspansję na wschodzie (m.in. walki z Pontem), jak i północy (podboje Cezara w Galii) i dodatkowo państwem targała wojna domowa Cezara z Pompejuszem, która wybuchła w 49 roku p.n.e. Z powodu dużych strat, dowódcy w tym czasie masowo korzystali z poboru oraz zaciągu ochotniczego. Pojawiło się wówczas zjawisko faworyzowania i dobierania rekrutów. Bardziej ceniono weteranów (emeritii, evocati lub veterani) od “świeżych” nowicjuszów, którzy w przeciwieństwie do byłych żołnierzy wymagali kilkumiesięcznego okresu szkoleniowego.

Czas panowania cesarza Oktawiana Augusta (27 p.n.e.- 14 n.e.) to czas stabilizacji armii i jej redukcja, po latach ciągłych walki wewnętrznych. Wojsko rzymskie sięgało po rekruta, albo w formie przymusowego poboru, albo pod postacią ochotników. Dobór nowych rekrutów nie był tak masowy jak w czasie Republiki. Ograniczono się do regularnego zastępowania odchodzących weteranów nowymi przydziałami, starając się zapewnić maksymalną siłę operacyjną oddziałów. Ponadto umożliwiono cudzoziemcom (peregrini) i osobom bez obywatelstwa wstępowanie do oddziałów pomocniczych przy legionach, gdzie po odsłużeniu 25 lat (26 lat we flocie) otrzymywali obywatelstwo rzymskie i wszelkie prawa z tym związane. Była to nagroda za poświęcenie na rzecz swojej nowej ojczyzny. Za cesarza Hadriana (117-138 n.e.) ochotnicy obywatelstwo otrzymywali już w momencie złożenia przysięgi, po odbyciu szkolenia. W ten sposób, duża część wojsk rzymskich stanowiona była przez oddziały sformowane z lokalnych społeczności (nierzadko nowo zdobytych), a kariera w armii stawała otworem dla wielu ludzi, niezależnie od pochodzenia.

Status prawny żołnierza

Antyczni Rzymianie byli do szpiku kości praktyczni i chcieli mieć możliwie jak najwięcej kwestii uporządkowanych; nie inaczej było ze służbą wojskową. Rzymski jurysta Juliusz Paulus, żyjący na przełomie II i III wieku n.e., opisał że kiedy żołnierz rozpoczynał swoją służbę wojskową (munera militia) automatycznie zwolniony był z zadań natury cywilnej (munera civilia) na rzecz społeczności, z której pochodził. Żołnierz nie mógł także otrzymać żadnych dodatkowych obowiązków, poza tymi zleconymi w armii.

Momentem, kiedy żołnierz zaczynał podlegać normom prawa wojskowego było złożenie przysięgi wojskowej (sacramentum militiae) i wpisanie do rejestru oddziału bojowego. W ten sposób zmianie ulegał jego status, z obywatela cywilnego (paganus) na żołnierza (miles).

Episod z powstania Bar-Kochby 131-135 n.e.
Rys. Angel Garcia Pinto

Żołnierz nie podlegał prawu magistratury, a imperium militiae. Nie można było odwołać się od decyzji, a “prawo życia i śmierci” przysługiwało nawet oficerowi. Jak duże były to uprawnienia świetnie zobrazuje nam Seneka Młodszy. Opowiada nam ciekawą historię a propos Gnejusza Kalpurniusza Pizona, rzymskiego namiestnika Syrii i rzymskiego polityka (44 p.n.e. – 20 n.e.), który miał wpaść w złość, kiedy dowiedział się, że ze zwolnienia ze służby powrócił jedynie jeden z dwóch żołnierzy. Pizon był wściekły i skazał legionistę (który powrócił do obozu) na śmierć, twierdząc że ten nie wydał kompana, w związku z tym zapewne go zabił. Kiedy oskarżony o morderstwo żołnierz, nastawiał już szyję na zadanie ciosu, nagle powrócił zaginiony towarzysz. Centurion nadzorujący egzekucję kazał przerwać i zdecydował się wysłać oskarżonego żołnierza do Pizona, licząc że ten zostanie ułaskawiony. Ku zdziwieniu wszystkich Pizon skazał na śmierć trzech Rzymian: żołnierza skazanego wcześniej na śmierć, gdyż wyrok już został wydany; centuriona nadzorującego wyrok, gdyż nie dopełnił obowiązków; oraz zaginionego mężczyznę, który swoim zachowaniem spowodował śmierć dwóch niewinnych osób. Właśnie od tej historii pochodzi słynny zwrot: Fiat justitia ruat caelum! („Sprawiedliwości musi się stać zadość, choćby niebo miało runąć!”) oraz „Sprawiedliwość Pizona” – które rozumieć można jako wydanie wyroku zgodnie z prawem, ale wbrew moralności.

Moment rekrutacji także był określony prawnie. Każdy kandydat do wstąpienia do legionów musiał przejść weryfikację pod kątem miejsca pochodzenia (origo natalium), zdolności (facultares) i prawa (lex). Zdarzały się próby oszukania komisji werbunkowej i nierzadko niewolnicy chcąc uciec z niewoli próbowali swojego szczęścia. Wiemy o takim przypadku m.in, z korespondencji Pliniusza Młodszego z Trajanem. Co interesujące, dwaj niewolnicy przeszli czas szkolenia i złożyli przysięgę, stając się pełnoprawnymi legionistami. Wykrycie tego przypadku post factum było przedmiotem dyskusji namiestnika Bitynii i Pontu oraz cesarza, której rezultatem była decyzja o skazaniu obu niewolników na śmierć oraz przeprowadzeniu śledztwa. Prawo rzymskie penalizowało także przyjęcie do armii przestępcy; co więcej kara śmierci grozić mogła także samemu członkowi komisji, który zwerbował takiego rekruta i naruszył dobre imię legionu. W przypadku nie do końca jasnego statusu rekruta (status controversium) sugerowano wstrzymanie poboru takiego mężczyzny, a w przypadku służącego już żołnierza przeprowadzano ponowną weryfikację.

Aby niewolnik mógł stanowić część armii rzymskiej, wpierw musiał został wyzwolony. Przykładem masowego wyzwalania był czas krwawego powstania w Panonii w latach 6-9 n.e., kiedy August zażądał od części lokalnej arystokracji wyzwolenia niewolników, za odpowiednią rekompensatą ze strony skarbu państwa. Z nowych rekrutów utworzono nowe oddziały – vexilia; które działały jako osobne jednostki. Warto jednak nadmienić, że wyzwoleńcy (condicio libertinae) nie mieli takiego samego statusu jak osoby wolno urodzone (condicio ingenui)1. Wynikało to z faktu, że jako osoby wyzwolone miały powinności wobec swojego byłego pana. W armii rzymskiej oddziały wyzwoleńców nie były łączone np. z armią złożoną z obywateli, aby tym samym nie umniejszać ich rangi. Tym samym wyzwoleńcy nie mogli wstępować do legionów, kohort pretorianów czy kohort miejskich; służyć natomiast mogli w kohortach wigilów, we flocie i oddziałach pomocniczych, przy cudzoziemcach. Po sześciu latach służby w kohortach wigilów wyzwoleńcy otrzymywali obywatelstwo rzymskie.

Rekrut chcący zostać przyjęty do legionu musiał złożyć pod przysięgą oświadczenie, że jest wolnym obywatelem rzymskim, a jego słowa miały zostać potwierdzone przez świadków (cautores). Niekiedy taka sytuacja wymagała powtórzenia wobec pełniącego służbę legionisty, któremu zarzucono kłamstwo co do swojego pochodzenia lub faktu posiadania obywatelstwa.

Podsumowując, do armii rzymskiej zrekrutować nie mogli się: niewolnicy, przestępcy, osoby skazane na wygnanie lub osoby oskarżone w charakterze publiczno-karnym (np. cudzołóstwo). Istniały także ograniczenia co do jednostek, do których mogli się zrekrutować wyzwoleńcy, osoby wolne (bez obywatelstwa) i cudzoziemcy.

Legioniści podczas wojny Trajana z Dakami, ok. 105 roku n.e.
Rys. Angus McBride

Próby uniknięcia służby

Każdy obywatel rzymski, spełniający wymogi prawne, miał prawo wstąpić do armii rzymskiej, a w przypadku wojny lub poboru obowiązek. Prawo rzymskie penalizowało m.in. działania ojca, który chciał uniknąć werbunku syna. Dekretem Trajana za celowe okaleczenie syna przewidywano wygnanie ojca, a za zniechęcania do służby w czasie wojny wygnanie i częściową konfiskatę mienia. Co ciekawe, August sprzedał w niewolę pewnego ekwitę, który obciął kciuki swoim synom, by ci nie zostali zwerbowani do legionów.
Jeżeli rzymski obywatel uchylał się od obowiązkowego poboru, narażał się na sprzedaż w niewolę.

Naturalnie nie wszyscy obywatele podlegali przymusowemu poborowi. Za rządów Antoninusa Piusa (138-161 n.e.) z obowiązku służby zwolniono m.in. myślicieli, lekarzy czy nauczycieli. Wegecjusz dodatkowo podaje:

Przy doborze rekrutów powinno się mieć wzgląd także i na ich zawód. Rybacy, ptasznicy, cukiernicy, tkacze i w ogóle przedstawiciele wszystkich tych zawodów, które właściwsze są dla kobiet, moim zdaniem, w żadnym wypadku nie powinni być dopuszczeni do służby. Przeciwnie do nich, kowale, stolarze, rzeźnicy i myśliwi są ku służbie wojskowej najwłaściwsi.

Wegecjusz, O sztuce wojskowej

Rekruci

Jeżeli młody mężczyzna wciąż podlegał władzy ojcowskiej (potestas pater familias) mógł mimo wszystko wbrew ojcu przystąpić do służby wojskowej. Kierowano się tutaj dobrym publicznym, a nie domu. Majątek takiego żołnierza, który zgromadził w trakcie pełnienia służby (peculium castrense) podlegał jedynie jemu i ojciec nie miał do niego praw.

Najnowsze badania wskazują, że w I-III wieku n.e. w zdecydowanej mierze żołnierze rzymscy wywodzili się spoza Italii – z około 3000 badanych (na bazie listów, inskrypcji, nagrobków) jedynie ok. 500 pochodziło z Italii. Dowodzi to jak bardzo zróżnicowana kulturowo i etnicznie była armia rzymska. Jak ocenili naukowcy, do połowy I wieku n.e., widoczna była dominacja żołnierzy o pochodzeniu italskim. Jednak wraz z licznymi konfliktami na obrzeżach (w Judei, Brytanii, Germanii) oraz związanymi z nimi stratami ludzkimi, prowadzono większy zaciąg w okolicach walk. Co więcej, w Italii unikano służby w odległych regionach, która co więcej mogła prowadzić do szybkiej śmierci lub kalectwa.

Rekrutacja

Rekrutacja była ważnym wydarzeniem, gdyż otwierała drzwi dla ochotników lub przymusowo zwerbowanych młodych mężczyzn, którzy mieli uzupełnić machinę wojenną Rzymu. Spójrzymy co Wegecjusz nam przekazuje:

Doskonale zrozumieli [Rzymianie] wagę hartowania żołnierzy przez ciągłą praktykę i przez trening podczas którego ćwiczono każdy manewr, który mógłby przydarzyć się stojącemu w linii w czasie akcji zbrojnej. Nie byli też Rzymianie łagodni w karaniu bezczynności i lenistwa. Odwaga żołnierzy wzrasta poprzez znajomość swego rzemiosła i wówczas żołnierz taki pragnie wykazać, to, co, jak jest przekonany, wykonuje doskonale. Zaledwie garstka ludzi, wszelako obeznanych z wojną poprowadzi do pewnego zwycięstwa, podczas gdy przeciwnie – liczna armia, lecz złożona z surowych i niezdyscyplinowanych oddziałów udaje zwykle się na pewną rzeź.

Wegecjusz, O sztuce wojskowej

Pobór zlecał cesarz lub sam namiestnik prowincji. Za sam proces werbunku odpowiadali ministri – przedstawiciele gubernatora, którzy na bazie spisów majątkowych określali zaciąg. Oczywiście niezależenie od tego czy był pobór czy też nie, do armii zwerbować się mogli także ochotnicy. Na komisji rekrutacyjnej (probatio) podawali oni swoje miejsce pochodzenia, imię rodowe (praenomen) oraz tribus. Te trzy czynniki de facto już mogły dowodzić faktu, że obywatel posiadał obywatelstwo rzymskie. Dużą zaletą rekruta było silne i zdrowe ciało2 oraz listy polecające, od przyjaciół rodziny czy znajomych. Przeprowadzano także formę analizy psychicznej kandydata, oceniając czy rekrut ma m.in. pewny wzrok i pozytywne cechy charakteru.

Wegecjusz takie daje wskazówki członkom komisji werbunkowej:

Ci, którzy zatrudnieni są przy nadzorowaniu poboru rekrutów powinni szczególnie pilnie zwracać uwagę i ostrożnie badać cechy ich twarzy, oczu, kształt kończyn, aby umożliwić sobie rzetelną ocenę i wybór takich, którzy później wykażą się jako świetni żołnierze. Doświadczenie bowiem naucza nas, że w ludziach, tak jak i w psach, czy koniach, są pewne zewnętrzne oznaki, po których możemy rozpoznać ich cnoty. Młody żołnierz powinien mieć żywe spojrzenie, podniesioną głowę, szeroki kark, muskularne i umięśnione barki, długie palce, silne ręce, wąską talię, swobodną postawę, nogi i stopy jego zaś niechaj będą raczej żwawe, niż grube. Kiedy wszystkie te cechy zostaną dostrzeżone w rekrucie, można pominąć wzgląd na ewentualny niski wzrost, jako że daleko ważniejsze jest, iżby żołnierz był mocny, niż wysoki.

Wegecjusz, O sztuce wojskowej

Wymarzoną jednostką dla każdego obywatela rzymskiego była kohorta pretorianów. Wynikało to z dwóch kwestii: prestiżu oraz wyższego żołdu, w porównaniu do legionisty. Pretorianie otrzymywali rocznie 750 denarów, kiedy żołnierzy rzymskich – narażony na ciągłe zagrożenie – otrzymywał 225 denarów.

W trakcie rekrutacji robiono spis pozytywnie rozpatrzonych ochotników lub poborowych, wymieniając imię, pochodzenie, tribus, wiek, znaki szczególne. Następnie przydzielano im jednostki wojskowe oraz miejsca ich stacjonowania. Nadzorca komisji kierował listy do dowódców oddziałów, do których dopisani zostali nowi rekruci, z detalami odnośnie najnowszych towarzyszy, którzy będą wymagali przeszkolenia. W tym czasie rekruci (tirones) udawali się do wyznaczonego oddziału wraz z otrzymanymi pieniędzmi mającymi wystarczyć na zakup broni (płaszcz, zbroję, miecz, tarczę, oszczep, sandały itd.) oraz opłacenie podróży. Po zakończeniu służby broń żołnierza była odkupywana ze skarbu państwa.

Wybór oddziału dla rekruta nie był ostateczny; znamy przykłady przenosin, kiedy zwerbowany Gajusz Waleriusz Saturninus (żyjący na początku II wieku n.e.) poprosił listownie o przeniesienie go do kohorty, zapewne legionowej. Z kolei niejaki Pauzaniasz z III wieku n.e. na prośbę otrzymał przeniesienie do jazdy, za sprawą wstawiennictwa swojego ojca.

Rekruci nie posiadali statusu pełnoprawnego żołnierza i nie podlegali takim samym normom prawnym. Przykładowo forma dezercji, kiedy żołnierz nie stawił się w oddziale w określonym czasie karana była degradacją; rekrut z kolei miał być wówczas puszczany wolno. Podobna kara czekała żołnierza za utratę/pozbycie się uzbrojenia; rekrut nie odbywał żadnej kary.

Szkolenie rekruta

Status rekruta utrzymywał się przez całych okres szkolenia (signatio). Na ten czas zwerbowani mężczyźni należeli do oddziału, jednak wewnątrz obozu byli oddzieleni od zwykłych żołnierzy i sypiali oraz przebywali oddzielnie. Szkolenie trwało co najmniej cztery miesiące. Sens szkolenia oddaje ponownie Wegecjusz:

Nowy rekrut nie powinien otrzymywać stopnia wojskowego skoro tylko zaciągnie się do armii. Najpierw powinno się sprawdzić, czy nadaje się do służby, czy jest wystarczająco aktywny i silny, czy ma możność wyuczenia się swych obowiązków, czy posiada w wystarczającej ilości odwagę wojskową. Wielu bowiem, choć postawa ich jest wielce obiecująca, okazują się zupełnie nieprzydatni przy pierwszej próbie. Tacy powinni zostać odrzuceni i zastąpieni przez lepszych, ponieważ w dzisiejszych czasach nie liczy się liczba wojska, a jego dzielność.

Wegecjusz, O sztuce wojskowej

Ćwiczenia miały miejsce rano i po południu, niezależnie od pogody. Rekrut rzymski musiał się przede wszystkim nauczyć długiego maszerowania: codziennie żołnierze pokonywali 30 kilometrów z pełnym wyposażeniem. Połowę dystansu pokonywali krokiem swobodnym, a drugą połowę musieli przebiec.

Ćwiczenia legionistów rzymskich

Uczyli się, jak budować obóz; ćwiczyli w rzucie kamieniem, pływaniu i jeździe konnej. Musieli umieć wskakiwać na konia i zeskakiwać zeń w biegu w pełnym rynsztunku, i to z obu stron wierzchowca, co było nie lada wyczynem, zważywszy, że w tamtych czasach nie znano strzemion.

Najważniejsze jednak były ćwiczenia w posługiwaniu się bronią. W ziemię wbijano pal, którego wysokość odpowiadała wzrostowi człowieka. Żołnierz uzbrojony w wiklinową tarczę i drewniany, tępy miecz (rudis; o takim samym ciężarze jak prawdziwy, a czasami nawet cięższy) atakował pal i uczył się zadawać ciosy. Musiał także rzucać bardzo ciężkim pilum. Urządzano również markowane bitwy, przy czym na ostrza mieczy i włóczni nakładano pokrowce, by uniknąć ewentualnych zranień.

Po pozytywnym zakończeniu szkolenia sprawnościowego, bojowego i zaznajomieniu się z musztrą przystępowali do złożenia uroczystej przysięgi (sacramentum militiae). Niewykluczone, że wydarzenie to związane było także z uroczystą defiladą nowych żołnierzy (ubranych odświętnie) oraz przyznawaniem “nieśmiertelników” (signaculum) – metalowych blaszek z imieniem i numerem oddziału. Co więcej, istnieją sugestie co do wykonywania tatuaży lub nacięć na ciele podkreślających przynależność do jednostki.

Rekrut stawał się pełnoprawnym legionistą (legitimi milites), był przypisywany do regularnych jednostek, otrzymywał żołd (stipendium) oraz mógł otrzymać w przyszłości nagrody (donativa) za dobrą służbę i wyróżnienie się.

Służba wojskowa

Legionista z wczesnego II wieku n.e. czyszczący zbroję
Autor: Peter Connolly

Żołnierze przez cały czas trwania służby mieli obowiązek wykonywać rozkazy oficerów. Codziennie brali udział w ćwiczeniach na specjalnie przygotowanych placach treningowych. Miały miejsce rutynowe marsze treningowe oraz ćwiczenia musztry. Celem było zachowanie jak najbardziej sprawnego żołnierza, zdolnego posługiwać się bronią i przygotowanego na szybką mobilizację i nagłe starcia.

Legionista należał do contubernium, najmniejszej jednostki w legionie, która składała się z ośmiu żołnierzy i dwóch sług obozowych (calones lub lixae). Zadaniem calones było m.in. pilnowanie przypisanego do oddziału zwierzęcia jucznego, gromadzenie żywności, paszy, wody, przygotowanie paleniska. Co więcej, mężczyźni brali udział w budowie obozu i dostarczaniu opału. Mogli to być zarówno niewolnicy jak osoby wolne. Słudzy zazwyczaj nie brali udziału w walkach, pilnując taboru oddziału; w ekstremalnych przypadkach jednak korzystano z ich pomocy.

W trakcie służby żołnierz nie tylko musiał brać udział w ćwiczeniach i musztrach, ale i wykonywać wszelkie dodatkowe zadania. Sprzątano ulice obozowe, kopano i sypano rowy, rozbijano namioty dla siebie i oficerów, pełniono warty, pilnowano zwierząt jucznych (iumenta), dostarczano drewno, zbierano pożywienie, polowano. W formie kary niektórzy żołnierze mieli oczyszczać latryny.

Walka

W trakcie walki każdy żołnierz miał przede wszystkim poruszać się w ramach swojej centurii, dowodzonej przez centuriona, wyróżniającego się poprzecznie ułożoną kitą na hełmie. Punktem orientacyjnym był także sztandar centurii (singula vexilia), na proporcu której mogły być wyszyte numery jednostki, a nawet imię dowódcy. Dodatkowo, aby się lepiej orientować w zamęcie bitewnym wewnętrzna strona tarczy, miecz lub hełm mogły zostać oznaczone imieniem legionisty.

Centurion z oddziałem

Kary

Tak jak zostało wspomniane, pełniąc służbę żołnierz musiał spełniać wszelkie rozkazy oraz przyjmować nawet najsurowsze kary. Dyscyplina w armii była najważniejsza i to ona decydowała o sprawnym wojsku rzymskim. Znamy jednak przekazy mówiące jasno o okrucieństwie centurionów (saevitia), którzy znęcali się nad podkomendnymi. Opierający się legionista mimo wszystko mógł zostać zwolniony ze służby i popaść w infamię.

Żołnierzowi nie wolno było opuścić szeregu (agmen exscessit) zarówno w trakcie walki, jak i ćwiczeń oraz marszu. Takie zachowanie mogło zostać uznane za dezercję. Za to z kolei groziła kara chłosty lub degradacja. Degradacja groziła także za kradzież uzbrojenia towarzysza. Za opuszczenie szeregu w pierwszej linii bitewnej żołnierz skazywany był na śmierć, a egzekucję obserwować mieli jego koledzy z oddziału, aby uświadomić co grozi za takie zachowanie. W przypadku większej ilości dezerterów z pierwszych lini, dowództwo mogło nakazać decymację. Oddział skazany na zdziesiątkowanie (np. kohorta) był dzielony na grupy żołnierzy po dziesięciu. Każdy losował losy (tzw. sortition) i ten któremu się nie powiodło (miał najkrótszą słomę) zostawał zabity przez swoich dziewięciu towarzyszy poprzez ukamienowanie, bądź ubicie pałkami (tzw. fustuarium). Ci którzy przeżyli otrzymywali jęczmień zamiast pszenicy i karani byli dodatkowo kwaterowaniem poza umocnionym obozem do czasu, aż zmazali swoje przewiny w walce.

Co jest jednak istotne, kara ta nie była jedynie wykonywana na szeregowych legionistach – uwzględniała także centurionów i chorążych. Ze względu na poważne osłabienie stanu osobowego w praktyce dziesiątkowanie nie było nadużywane na przestrzeni dziejów. Decymacja stosowana była zarówno w czasach republiki jak i cesarstwa. Wykorzystał ją m.in. Oktawian August w roku 17 p.n.e. czy Galba w trakcie dojścia do władzy. Cesarz Makrynus (panował w latach 217-218 n.e.) wprowadził „lżejszą” formę decymacji – centesimatio, czyli zabicie co setnego żołnierza.

Zdarzały się także przypadki łapówkarstwa. Znamy przykład pretorianów, którzy zwrócili się ze skargą do samego Marka Salwiusza Othona o pomoc w ukróceniu wymuszeń ze strony centurionów, którzy żądali zapłaty, a nawet części żołdu w zamian za kilka dni urlopu (vacatio). Takie zachowania oficerów były surowo karane i groziła im za to nawet zwolnienie ze służby.

Nagrody

Natomiast za okazane w walce męstwo i dobre wykonywanie wszelkich obowiązków żołnierze otrzymywali liczne nagrody, które miały ich motywować do jeszcze wydajniejszej pracy i walki. Wśród nagród dla zwykłego piechura, można wyróżnić:

  • odczytanie przed frontem oddziału nazwiska wyróżnionego;
  • przyznanie honorowego naramiennika, pierścienia lub proporczyka;
  • przyznanie prawa do noszenia na piersi małej tarczy ze srebra;
  • nagrodzenie, za męstwo w walce, różnego rodzaju wieńcami: wieniec złoty (corona muralis) za wdarcie się na mury jako pierwszy; wieniec ze złotych dziobów okrętowych (corona navalis) za wdarcie się na okręt nieprzyjacielski; wieniec z liści laurowych (corona civica) za uratowanie życia towarzyszowi w czasie bitwy.
Rzymskie odznaczenia bojowe – korony: 1. corona civica, 2. corona obsidionalis, 3. corona navalis, 4. corona muralis, 5. corona vallaris.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Oficerowie nagradzani byli honorowymi sztandarami, włóczniami lub wieńcami ze złota. Za dzielność wykazaną w boju nadawano również medaliony wykonane z brązu, srebra lub złota, które czasami inkrustowane były złotem. Nazywano je “głowami” (phalerae) i ozdabiano nimi pancerz. Na zbroi umieszczano także srebrne i złote obręcze (torki) oraz armillae.

Cesarz Hadrian nadzorujący trening legionu III Augusta w Lambaesis (Algieria) w 128 roku n.e.
Autor: Sean O'Brogain

Relacje pomiędzy żołnierzami

Nagrobek Longinusa. Longinus urodził się w Tracji. Gdy miał 25 lat wstąpił do rzymskiej armii. Służył w trackiej jeździe, gdzie miał stopień duplicariusa – zastępcy dowódcy oddziału składającego się z 32 żołnierzy. Po zakończeniu służby zapewne osiedlił się w kolonii weteranów w Camulodunum.
Autor: Krzysztof Kaucz

W antycznym Rzymie towarzysza broni zwykło się określać mianem commilito lub contubernalis. Ta druga nazwa wynikała z faktu, że żołnierze w armii rzymskiej przebywali pod wspólnym skórzanym namiotem razem z całym contubernium, do którego należeli. Do naszych czasów zachowało się wiele antycznych listów, inskrypcji czy nagrobków, które odkrywają przed nami tajemnice życia żołnierskiego oraz relacji panujących w armii rzymskiej. Znaleziska w dużej mierze dotyczą I-V wieku n.e. i pochodzą z Germanii, Afryki, Hiszpanii czy Azji.

Jak się okazuje duże znaczenie na kształtowanie się relacji między żołnierzami miało ich pochodzenie. Osoba wywodząca się z rodziny o tradycjach wojskowych (np. ojciec lub wuj pełnili funkcję w armii) miała znacznie większą szansę na karierę wojskową i wstąpienie do oddziałów. Młody rekrut mógł wówczas liczyć na protekcję krewnego. Nierzadko mężczyzna mógł otrzymać wsparcie ze strony innych wojskowych, którzy wywodzili się z tego samego kraju, miasta, obszaru; łącząca ich więź pochodzenia pozwalała np. ułatwić przejście procesu werbunkowego, gdy krajan (municeps) potwierdzał prawdziwość słów rekruta o swoim pochodzeniu czy statusie.

Najczęściej rekruci o podobny pochodzeniu, dostawszy się na 4-miesięczny okres szkolenia, wzajemnie się wspierali i nawiązywali bliższe relacje. Wspomniana protekcja (np. bycie synem byłego oficera) ułatwiało nawiązywanie relacji i kształtowało karierę. Młody rekrut po przejściu 4-miesięcznego okresu szkolenia składał przysięgę (sacramentum), która zmieniała jego status na równy innym żołnierzom – był odtąd contubernalis – ich towarzyszem.

Tak jak we współczesnym wojsku wpływ na to, jak postrzegali żołnierza inni, był sposób wykonywania rozkazów oraz wsparcie dla jednostki, do której należał. Zarówno niebezpieczne momenty na polu bitwy, jak i rutynowe zadania (np. stawianie obozu) miały wpływ na to z kim zawierano bliższe relacje, których świadectwo znaleźć możemy chociażby na zachowanych do naszych czasów rzymskich nagrobkach. Do naszych czasów zachował się np. nagrobek, który najwyraźniej miał na celu uhonorowanie poległego (memoriae causa). Niejaki Partoriusz Docilis – chorąży z XIV kohorty miejskiej – zajął się pochówkiem swojego przyjaciela Publiusza Herenniusza, który notabene służył w innej centurii. Wiemy także, że Partoriusz był spadkobiercą majątku towarzysza.

Rzymianie używali także określeń jak: braterstwo (fraternitas) i przyjaźń (amicitia). Naprawdę bliskie relacje mogły prowadzić do tego, że przyjaciele wyznaczali siebie nawzajem w testamencie na głównych spadkobierców (heres eius) majątku (peculium castrense), w przypadku jeśli zmarły nie miał bliskiej rodziny. Niekiedy w testamencie towarzysze broni byli wymieniani z imienia do wykonania zapisów testamentu, w zamian za wynagrodzenie z oszczędności, które żołnierz zgromadził na przestrzeni lat służby lub z przedmiotów, które do niego należały (niewolnicy, biżuteria itd.).

Ciekawą opowieść przedstawia nam Józef Flawiusz, kiedy próbujący się uratować z oblężonej świątyni w Jerozolimie niejaki Artoriusz składa obietnicę towarzyszowi:

Z żołnierzy, których ogarnęły płomienie, niejaki Artorusz uratował się przy pomocy podstępu. Krzyknął on z całych sił do jednego z towarzyszy broni, Lucjusza, z którym dzielił namiot: „Uczynię cię dziedzicem mojego majątku, jeśli podejdziesz i schwytasz mnie”.
Gdy ten chętnie podbiegł, Artoriusz skoczył na niego i uratował się, lecz ten, który go przyjął na siebie, uderzony o bruk kamienny wskutek spadającego nań ciężaru, zginął na miejscu.

Józef Flawiusz, Wojna żydowska, III.3

Dla potrzeby zabezpieczenia się odnośnie pochówku, żołnierze często dołączali do stowarzyszeń wojskowych (collegia militaria) w armii, których główną funkcją było zapewnienie godnego pochówku zmarłego towarzysza. Dla antycznych nie było nic straszniejszego, niż brak zgodnego z wymogami tradycji i religii pochówku. Na spotkaniach takich stowarzyszeń uczestnicy składali ofiary na cześć zmarłego i wzajemnie się integrowali. W obozie znajdowały się specjalne pokoje (scholae), które służyły do spotkań; znajdowały się one w pobliżu kwater dowództwa (principia).

Wzorowa lub chociaż dobra służba umożliwiała otrzymanie awansu oraz wyższego żołdu; niekiedy dużą pomoc dawała wspomniana protekcja innych żołnierzy lub list polecający. Wzajemna pomoc była czymś nieodłącznym w czasie służby. Żołnierze pożyczali sobie pieniądze, ale i zostawiali majątek w depozycie, na czas wyprawy. Wszelkie zobowiązania finansowe były regulowane pisemnie, w obecności świadków.

Co interesujące, do bliskich relacji dochodziło także w trakcie wojen domowych, pomiędzy żołnierzami z wrogich obozów. Appian w “Wojnach domowych” wspomina, jak w 49 roku p.n.e. pod Ilerdą w Hiszpanii legioniści mieli nawzajem się odwiedzać i gościć w namiotach. Legat Pompejusza Wielkiego – Marek Petrejusz – kazał wyłapać żołnierzy Cezara i ich wymordować.

Pomimo zakończenia służby żołnierze utrzymywali relacje poza wojskiem. Osoby będące w tej samej jednostce, ale nie znaczące wiele dla żołnierza określano jako collega.

Relacje z kobietami

W początkach cesarstwa żołnierze bardzo często stacjonowali daleko od swoich domostw. Długa dwudziesto-kilku letnia służba uniemożliwiała zawarcie związku i spłodzenie potomka. W związku z tym bardzo często mężczyźni wiązali się z kobietami lokalnymi, które stawały się ich konkubinami (focariae), żyjącymi w okolicy obozu stałego. Prawo rzymskie zakazywało jednak zawierania związku małżeńskiego w trakcie pełnienia służby, a dzieci zrodzone z takiego związku były nieślubne. Prawo to wprowadzono za panowania Augusta, a oficjalnie stosowane było do czasów Septymiusza Sewera.

Skąd takie ograniczenia? Obawiano się, że żołnierze zbytnio przywiążą się do miejsca i nie będą chcieli być przenoszeni w inne regiony Imperium. Wydaje się jednak, że te regulacje były niekiedy pomijane. Rozwiązaniem było także zakończenie służby i już legalne zatwierdzenie związku oraz uznanie narodzonego dziecka. Warto nadmienić, że często rodziny żołnierzy mieszkały w pobliżu obozu w cywilnych osadach (vici lub canabae), które w przyszłości dały fundamenty pod przyszłe twierdze i miasta (np. obecny Wiedeń, to niegdysiejsza rzymska Vindobona).

Naturalnie żołnierze poza szukaniem związku, skupiali się na zaspokajaniu swoich potrzeb seksualnych. Obozy legionowe były często odwiedzane przez właścicieli lupanarów, którzy oferowali usługi swoich niewolnic. Należy pamiętać, że legion na odległych obszarach Imperium gwarantował bezpieczeństwo oraz dobrze rozwijający się biznes.

Przypisy
  1. Dzieci wyzwoleńców były wolno urodzone.
  2. Co ciekawe, jeden z zachowanych dekretów Trajana zezwalał na służbę mężczyznom o jednym jądrze.
Źródła wykorzystane
  • Carey Brian Todd, Wojny starożytnego świata: techniki walki, 2008
  • Goldsworthy Adrian, W imię Rzymu. Wodzowie, których zwycięstwa stworzyły rzymskie imperium wielcy historii, 2003
  • Łuć Ireneusz A., Boni et mali milites Romani. Relacje między żołnierzami wojsk rzymskich w okresie Wczesnego Cesarstwa, Kraków 2019
  • Rodgers Nigel, Rzymska armia. Legiony, wojny, kampanie, Warszawa 2009
  • Warry John, Armie świata antycznego, Warszawa 1995

IMPERIUM ROMANUM potrzebuje Twojego wsparcia!

Aby portal mógł istnieć i się dalej rozwijać potrzebne jest finansowe wsparcie. Nawet najmniejsze kwoty pozwolą mi opłacić dalsze poprawki, ulepszenia na stronie oraz serwer. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Co nowego w świecie antycznych Rzymian?

Jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami na portalu oraz odkryciami ze świata antycznego Rzymu, zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!

Raport o błędzie

Poniższy tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów