Ta strona nie może być wyświetlana w ramkach

Przejdź do strony

Jeśli znajdziesz błąd ortograficzny lub merytoryczny, powiadom mnie, zaznaczając tekst i naciskając Ctrl + Enter.

Fragment najnowszej książki „Spartakus. Rebelia”


Ben Kane, Spartakus. Rebelia

Zapraszam do przeczytania fragmentu najnowszej książki: „Spartakus. Rebelia” – kolejnej części doskonałej powieści historycznej o powstaniu Spartakusa. Wydawcą pozycji jest Wydawnictwo ZNAK.

Prolog


Góra Garganus, wschodnie wybrzeże Italii,
wiosna 72 r. p.n.e.

Pulsowanie krwi w skroniach zagłuszyło kakofonię odgłosów bitwy: jęki lżej rannych i rzężenie straszliwie okaleczonych, okrzyki bojowe najodważniejszych z jego ludzi i pojękiwania tych najbardziej przerażonych. Dyszał z nienawiści do wrogów, a w tym tumulcie nie słyszał nawet własnych myśli. Skupił wzrok na odległych o kilkaset kroków rzymskich liniach. Każda najmniejsza część jego jestestwa krzyczała, żeby jeszcze raz popędzić pod górę i unicestwić tylu legionistów, ilu tylko zdoła.
Uspokój się. Jeśli mamy mieć jakąś szansę, ludzie muszą odsapnąć. Odzyskać siły. Trzeba ich zebrać i natchnąć do działania.
Ostry, wyzywający dźwięk bucinae przeciął powietrze niczym nożem.
Skrzywił się. Ten sygnał oznaczał, że legiony konsula Gelliusa otrzymały właśnie rozkaz przegrupowania. Oddychał głęboko, koncentrując się na metalicznych uderzeniach mieczy o tarcze. Żołnierze wroga drwili z jego ludzi, próbując sprowokować ich do kolejnego daremnego szturmu pod górę. Żałosna reakcja kilku wojowników, którzy mieli jeszcze dość sił, aby wykrzykiwać jakieś obelgi, przelała czarę goryczy.
Nic dziwnego, że ochrypli. On sam czuł, że w gardle zaschło mu z pragnienia. Bitwa zaczęła się dwie godziny po świcie, a on odpoczywał chwilę tylko po każdym z trzech odpartych przez Rzymian ataków. Nie było czasu na odszukanie bukłaku z wodą, pozostawionego gdzieś za plecami, na pozycji, którą zajmowały oddziały przed bitwą. Pewnie ktoś zresztą i tak już go opróżnił. Nie żałował. Cierpiał takie same katusze, jak większość jego ludzi. Szybki rzut oka na położenie słońca na błękitnym niebie wystarczył, aby zorientować się, że jest już prawie południe.
Trzy godziny walki bez wody. O tyle dobrze, że to nie lato, bo połowa armii już by chwiała się na nogach. Ludzie są wycieńczeni i spragnieni. Rysy jego szerokiej twarzy zmienił kolejny gorzki grymas. Duża część tej armii była już martwa, a na czerwonej od krwi ziemi leżało wielu żołnierzy z ranami, które czyniły ich niezdolnymi do walki. Na co im teraz woda?
Ziemia niczyja między dwiema armiami – nagi stok niepokryty tak jak na szczycie dębami, drzewami terpentynowymi i krzewami rokitnika – był wręcz zarzucony stosami zabitych. Tysiące okaleczonych nie do poznania zwłok będą przez tydzień obrabiane kawałek po kawałeczku przez bystrookie sępy, które już wisiały wysoko nad ich głowami. Większość poległych leżała w pobliżu rzymskich linii. W niektórych miejscach utworzyły się takie hałdy, że podczas ponawianych ataków jego ludzie musieli wdrapywać się po ciałach, stając się łatwymi celami dla rzymskich oszczepów. Ci, którzy nie zostali powaleni przez fale zasnuwających niebo pila, ginęli od ciosów gladii legionistów. Śmiertelnie niebezpieczne miecze błyskające w lukach niemożliwej do pokonania ściany tarcz rozcinały ludzkie wątpia na wstążki, mogły przebić mięśnie nogi czy ramienia na wylot, czasami pozbawiając nieszczęśnika całej kończyny, zagłębiały się w niechronione partie tułowia. Widział też, że paru jego ludzi straciło głowy. Dosłownie.
Mimo że ponieśli przerażająco wielkie straty, podczas pierwszego szaleńczego ataku w kilku miejscach udało im się przedrzeć przez pierwszą linię nieprzyjaciół. Na wspomnienie tego niewielkiego sukcesu od razu poczuł gorycz w ustach. Wszystkie poza jednym z takich wyłomów – dokonanym przez niego samego – zostały szybko zatkane. Spora część wojowników nie miała ani zbroi, ani tarcz, co czyniło ich łatwym celem dla zdyscyplinowanych legionistów. Widząc, że jego ludzie są masakrowani niczym owce w rzeźni, kazał im się wycofać. Zrezygnował z poszerzania wyłomu wywalczonego z ogromnym trudem i wielkim kosztem. A byli tak blisko!
Co by nie mówić, jeden wyłom w szeregach wroga to jeszcze nie wygrana bitwa. Trzeba utrzymać pozycję. Dyscyplinę. To była dla niego trudna lekcja. Mimo że urodził się niewolnikiem, dorastał, słuchając opowieści o wspaniałych dokonaniach jego przodków. Wiktoriach ludzi, którzy wielokrotnie pokonywali rzymskie legiony, których męstwo i waleczność pozwalały wcześniej odnosić triumfy w starciach z wieloma wrogami. Dzisiaj te zalety nie wystarczyły.
W pewnej chwili dostrzegł jeźdźca w wypolerowanym na błysk hełmie i szkarłatnym płaszczu, przemieszczającym się tam i z powrotem wzdłuż linii rzymskich legionistów w centrum formacji. Zaklął szpetnie.
Gellius może i ma już swoje lata, to znaczy całkiem sporo jak na konsula, ale świetnie wybrał miejsce starcia. Głupio, że pozwoliliśmy mu się wyprzedzić i zająć wzgórze. Głupio było liczyć tylko na ponad dwukrotną przewagę liczebną.
Powoli ogarniała go czarna rozpacz, ale udało mu się jakoś na chwilę odepchnąć od siebie niepokojące myśli. Gdyby zebrał najlepszych ludzi, może udałoby im się przebić. Jeśli zabiją konsula, Rzymianie z pewnością rzucą się do ucieczki. Jeszcze można odmienić losy tej bitwy.
– Dalej, chłopcy. Żywo! Ciągle jest nas więcej! Ostatni wysiłek! Uderzmy jeszcze raz. Jeśli usieczemy tego łajdaka, Gelliusa, przechylimy szalę zwycięstwa na naszą stronę. Kto jest ze mną?
Odpowiedziało mu może ze dwudziestu wojowników.
Zerwał z głowy wykonany z brązu hełm i rzucił nim wściekle o ziemię.
– Rzymskie ścierwa!
Zrobił może ze trzydzieści kroków, oddalając się od zdezorganizowanej masy oddziałów niewolników, wciąż liczących jakieś dziesięć do dwunastu tysięcy. Odwrócił się do nich, aby wszyscy mogli zobaczyć jego twarz. Znajdował się teraz w zasięgu celnego rzutu oszczepem. Jego kolczuga może go ochroni, nawet jeśli ktoś trafi, ale w tym momencie gotów był ponieść ryzyko. Ból powita z radością, bo pomoże mu wykorzystać wściekłość, przemieniając ją w energię.
– HEJ! Mówię do was!
Czuł na sobie wzrok setek zdesperowanych byłych niewolników o twarzach spryskanych krwią. W tych spojrzeniach widział strach przed porażką. On jakoś nie dopuszczał do siebie myśli, że mogliby przegrać to starcie. Nie bał się. Nawet gdyby zawiedli, Rzymianie nie odbiorą mu jednego: on sam zdecyduje, jak ma umrzeć.
Śmierć w bitwie. Tylko tego chciał. Lepiej umrzeć ze świadomością, że jego ludzie pokonali Gelliusa. Był wolnym człowiekiem. Umrze tak, jak chce, zabierając ze sobą do Hadesu wielu Rzymian.
Cak, cak, cak.
Uderzył kilka razy mieczem o okutą metalem krawędź scutum. Ludzie, którzy stali na tyle daleko, że nie byliby go w stanie usłyszeć, przysunęli się teraz trochę bliżej.
– Posłuchajcie! Trzy razy ruszaliśmy do ataku i trzy razy zostaliśmy odparci. Tysiące naszych towarzyszy padło bez ducha lub czeka już tylko na śmierć. Ich odwaga, ich krew i życie wymagają zemsty. ZEMSTY! – Cak, cak, cak! – CHCĘ ZEMSTY!
Intuicyjnie wyczuł ruch powietrza za plecami. Włosy stanęły mu dęba, na skórze pojawiła się gęsia skórka, chociaż przecież wcale się nie bał.
Ktoś rzucił pilum. Nie mógł się ruszyć. Nie powinienem nawet drgnąć, żeby ktoś nie pomyślał, że się boję.
– ZEMSTA!
Sssszzzt!
Spojrzał w prawo. Z ulgą odprowadził wzrokiem oszczep, który miał go trafić w plecy. Wbił się w ziemię niewiele dalej niż pięć kroków od jego stopy. Odrzucił głowę do tyłu i zawył jak wilk.
– Tylko na tyle was stać? Te cuchnące rzymskie bękarty nie trafiłyby nawet snopka w szopie na zboże!
Jego ludzie – przynajmniej ci znajdujący się najbliżej – unieśli wreszcie głowy, nieco podbudowani na duchu.
Dobrze. To jeszcze nie koniec.
– Idę tam. I zamierzam poszatkować te kanalie na kawałeczki. Strącę makówkę Gelliusa z tej jego chudej szyi. A potem będę się śmiał, patrząc, jak jego armia ucieka. – Niezbyt apetycznie wyglądające blizny na nosie i rzymska krew, którą był spryskany od stóp do głów, sprawiły, że przypominał szczerzącego się potwora. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że w jego głosie pobrzmiewa szczery zapał. – Kto jest ze mną? Kto pójdzie z Criksusem?
– Ja! – zawołał jakiś nieznany mu z imienia Gal z długimi warkoczami.
– I ja! – ryknął mężczyzna o byczym karku i w podartej tunice.
Do chóru głosów dołączały kolejne:
– CRI-KSUS! CRI-KSUS!
Ludzie wołali jego imię. A on, uśmiechając się, znów zaczął uderzać długim mieczem o krawędź tarczy. Zniknęły strach i niepewność, które widział w oczach byłych niewolników jeszcze przed kilkoma chwilami.
Jednak ich nowo odkryte pokłady męstwa nie starczą na długo. Criksus czuł to szóstym zmysłem. Tak podpowiadała mu intuicja. Jeśli mają odnieść sukces, muszą ruszyć natychmiast. Odwrócił się w stronę solidnego muru tarcz Rzymian i krzyknął:
– No to chodźcie, chłopcy! Pokażmy tym bękartom, co znaczy odwaga!
Nie oglądając się za siebie, ruszył pod górę, wyjąc jak opętany.
Setki jego ludzi popędziły za nim. Przed siebie, w zaślepieniu i ferworze walki, jak oszalałe byki.
Duża część Galów jednak nie wzięła udziału w tym ataku. Stali bez ruchu, obserwując w milczeniu towarzyszy szarżujących na rzymskie linie. Myślami byli już raczej w gęstwinie krzaków i drzew na zboczach poniżej.
Criksus czuł obecność swoich ludzi za plecami. Wiedział, że nie wszyscy dali się porwać tej jego improwizowanej przemowie. Ale mimo to czuł rozlewające się w jego ciele ciepło satysfakcji.
Przynajmniej umrzemy jak mężczyźni. Znajdzie się dla nas wszystkich miejsce w raju wojowników. Zanim szał bojowy przejął kontrolę nad ciałem, w jego głowie pojawiła się jeszcze jedna myśl.
Chyba jednak Spartakus miał rację. Może trzeba było z nim zostać.

Źródła wykorzystane

  • Strona książki "Spartakus. Rebelia", autorstwa Bena Kane'a

IMPERIUM ROMANUM potrzebuje Twojego wsparcia!

Aby portal mógł istnieć i się dalej rozwijać potrzebne jest finansowe wsparcie. Nawet najmniejsze kwoty pozwolą mi opłacić dalsze poprawki, ulepszenia na stronie oraz serwer. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Co nowego w świecie antycznych Rzymian?

Jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami na portalu oraz odkryciami ze świata antycznego Rzymu, zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!

Raport o błędzie

Poniższy tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów