Devotio


Wotywny pomnik dla boga Silvanusa. Inskrypcja na pomniku kończy się literami: VSLM (votum solvit libens merito, „śluby składając swobodnie, zasłużenie”).
Autor: Kleuske | Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Devotio był skrajną formą votum (poświęcenie, obietnica lub dar dla bóstwa w zamian za spełnienie prośby), według którego rzymski dowódca obiecywał poświęcić swoje życie bóstwom podziemnym (chtonicznym) w bitwie z wrogiem, w zamian za wygraną własnych wojsk. Ten akt ślubowania, różnił się od votum tym, że jego przedmiotem było życie ludzkie, a dopełnienie ślubowania (czyli śmierć składającego devotio) następowało przed spełnieniem oczekiwanych od bóstwa łask, polegających również na unicestwieniu życia ludzi (wrogów publicznych), których śmierci życzył sobie składający ślubowanie. Najszerszy opis opisywanego rytuału pozostawił nam historyk epoki Augusta –Tytus Liwiusz.

Liwiusz przedstawił formuły modlitewne niezbędne do wykonania devotio. Historyk tworzył w czasach rządów Oktawiana Augusta i jego innowacji religijnych, które miały zastąpić staromodne i tradycyjne kanony wyznania. Z pewnością jednak devotio nie było wymysłem Augusta i obrząd zachował się w księgach pontifkalnych. Co jest charakterystyczne dla okresu archaicznego Rzymu tekst przysięgi jest powtarzany i chaotyczny, co nie było wyznacznikiem epoki Owidiusza – wówczas treści religijne miały formę poetycką i niezwykle ułożoną.

Devotio mogło być formą consecratio, rytuału który zakładał poświęcenie czegoś bóstwu. Devotio czasami było interpretowane jako złożenie istoty ludzkiej w ofierze. Devotio to starożytny rytuał rzymski związany z wojną, wyrażający heroiczną etykę i mistykę walki – bohaterski dar złożony z własnego życia dla państwa (rei publici) i dla zwycięstwa

Obrzędu devotio dokonywano w sytuacjach wyjątkowych, gdy bitwa przybierała bardzo zły obrót. Człowiek, który miał dokonać devotio musiał robić to całkowicie z własnej woli, nikogo nie można było zmusić do poświęcenia się, bo uważano, że nie odniosłoby to wtedy odpowiedniego skutku, a nawet rozgniewałoby bogów. Przeważnie devotio dopełniał dowódca armii(magistratus cum imperio). Był on odpowiedzialny za wojska, więc powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić im zwycięstwo i uchronić od klęski. Jeśli legionami kierował konsul, najwyższy urzędnik republiki, to jego odpowiedzialność była jeszcze większa – za całe państwo. Ludzie, którzy dokonali devotio byli uważani za bohaterów i przechodzili do historii (jak dwóch konsulów z rodu Decjuszy – Decii).

Rytuał poświęcenia był ściśle określony i nad jego dopełnieniem czuwał towarzyszący armii pontifex (kapłan). Osoba mająca oddać życie ubierała strój zwany toga praetexta – białą togę z purpurowym paskiem na brzegu. Następnie stawała na położonej na ziemi włóczni i powtarzała słowa ślubowania wypowiadane przez kapłana. Podkreślały one, że śmierć tego człowieka ma być ofiarą złożoną za ojczyznę. Przypominało to litanię – wzywano wszystkich ważniejszych bogów rzymskich, poczynając od Jowisza, Janusa, Kwirynusa oraz boga wojny Marsa i wreszcie bogów podziemnych (bogini ziemi Tellus i Manów). Na koniec zwracano się do bóstw związanych ze śmiercią, duchów świata podziemnego, jako tych, które mają władzę nad walczącymi.Wypowiadana formuła mająca przebłagać bogów brzmiała (według przekazu Tytusa Liwiusza):

Janusie, Jowiszu, ojcze Marsie, Kwirynie, Bellono, Lary, bogowie nowo przyjęci, bogowie opiekunowie ziemi naszej, bogowie, w których mocy jesteśmy my i nieprzyjaciele, boskie cienie zmarłych, do was się modlę, z czcią was błagam, o łaskawość proszę i wołam, byście narodowi rzymskiemu Kwirytów dali moc i zwycięstwo, a nieprzyjaciół narodu rzymskiego Kwirytów dotknęli strachem, przerażeniem i śmiercią. Jak to wypowiedziałem słowami, tak za rzeczpospolitą Kwirytów, za wojsko, legiony i posiłki narodu rzymskiego Kwirytów poświęcam legiony i wojsko nieprzyjacielskie razem ze mną bogom podziemnym i ziemi.

Tytus Liwiusz, Dzieje od założenia Miasta

Po dopełnieniu rytualnych czynności, dokonujący devotio ruszał samotnie na wroga (zwykle konno) i rzucał się na jego szyk. W momencie gdy ginął z rąk przeciwników, spadała na nich klątwa prowadząca do klęski. Wódz składając w ofierze swoje życie, przypieczętowywał los wrogiej armii, która miała podążyć za nim do krainy umarłych.

Wszystkie elementy rytuału devotio były ściśle określone. Przewidziano nawet, co robić w przypadku niepowodzenia. Gdyby poświęcający się wódz przeżył samobójczy atak na wrogie wojska (choć było to prawie niemożliwe), nie mógł już składać ofiar bogom, ani obejmować stanowisk politycznych we władzach republiki. Ważna była włócznia, na której stał wypowiadając słowa ślubowania. Należało jej bezwzględnie bronić, a jeśli wpadła w ręce wrogów, trzeba było złożyć Marsowi przebłagalną ofiarę z wieprza, barana i byka.

Jedyne dobrze potwierdzone przykłady devotio to poświęcenie się wodzów w bitwach pod Veseris i pod Sentinum. Co ciekawe, swoje życie oddali członkowie tego samego rodu, ojciec i syn. Obaj nazywali się Publiusz Decjusz Mus. Pierwszy zginął w 339 roku p.n.e., a drugi w 295 p.n.e. W obydwu starciach walczono z Samnitami i ich sojusznikami. Starszy Decjusz dokonał devotio, gdy wrogowie zaczęli zyskiwać przewagę. Rzucił się w tłum wrogów, wzbudzając tam podobno wielką panikę. Przeciwnicy uciekali, mając go za szaleńca i bojąc się stanąć z nim twarzą w twarz. W końcu zabili go oszczepami, ale samobójczy atak spowodował u nich taki szok, że nie zbliżali się nawet do ciała konsula. Po śmierci Decjusza Rzymianie zaczęli zwyciężać i wygrali bitwę. Podobnie stało się pod Sentinum w 295 roku p.n.e. Publiusz Decjusz Mus (syn) poświęcił się, gdy skrzydło armii, którym dowodził zaczęło przegrywać z Galami. I tym razem po dokonaniu rytuału rzymskie wojska pobiły przeciwnika. Krzysztof Kęciek uważa to devotio, jako jedyne za historyczne. W 279 roku p.n.e. podczas najazdu Pyrrusa miał zamiar oddać życie kolejny z Decjuszów. Kiedy w armii króla Epiru rozniosły się wieści o potężnym rytuale skazującym wrogów Rzymu na zagładę, poważnie zachwiały morale. Pyrrus, obawiając się wybuchu paniki podczas bitwy, kazał poinformować wszystkich żołnierzy, jak będzie ubrany konsul mający dokonaćdevotio i zabronił im go zabijać. Do Decjusza zaś wysłał list, informując go, że próba dokonania obrzędu nie uda mu się i trafi do niewoli. Konsul zrezygnował więc z poświęcenia (mniej wiarygodne źródła mówią, że jednak oddał życie, ale pewniejsze im przeczą).
Ostatnim devotio jest chyba poświęcenie Klaudiusza II Gockiego w bitwie pod Niszem w 269 roku n.e. Cesarz jakoby ofiarował bogom życie w zamian za zwycięstwo i niedługo potem zmarł na dżumę. Jednak devotioKlaudiusza to najprawdopodobniej wytwór legendy.

Sama nazwa devotio oznacza „poświęcenie”. Zastosowane pierwotnie na oznaczenie heroicznego czynu, wzniosłego poświęcenia, w okresie późnego Imperium zmieniło swe znaczenie, odnosząc się do zwykłej lojalności obywatela względem państwa a nawet skrupulatność w płaceniu danin (devotio rei annonariae). Zgodnie ze słowami Auguste Bouché-Leclercq w końcu „gdy Cezara zastąpił Bóg chrześcijański, devotio oznacza po prostu religijność, wiarę i gotowość do wszystkich poświęceń, a później, wskutek ostatecznej degeneracji wyrażenia, oznacza dewocję w powszechnym znaczeniu tego słowa, to jest nieustanne zabieganie o zbawienie połączone z drobiazgowym i bogobojnym spełnianiem praktyk kultowych”.
Według Ospreya rytuał devotio występował także u innych ludów. Wśród Iberów w okresie przed przybyciem Rzymian i później podczas ich nieustannych walk toczonych na Półwyspie obrzęd ten występował powszechnie.

Na koniec warto dodać, że innym rodzajem devotio było poświęcenie własnego życia w zamian za uratowanie drugiej osoby. Tak było pod koniec roku 37 n.e., kiedy to cesarz Kaligula ciężko zachorował. Podobno znajdowali się ludzie gotowi oddać własne życie, żeby tylko cesarz wrócił do zdrowia.

Tytus Liwiusz w „Dziejach Rzymu” przytacza epizod, który wydarzył się podczas bitwy Rzymian z Latynami pod Wezuwiuszem, w 340 roku p.n.e., kiedy to Publiusz Decjusz Mus dokonał devotio, aby podnieść na duchu zrezygnowane zastępy rzymskie. Tak opisuje to wydarzenie Liwiusz:

Kapłan kazał mu [Decjuszowi] wziąć togę obramowaną, zakryć głowę, rękę pod togą wysunąć ku brodzie, stanąć na włóczni leżącej pod nogami i tak mówić: >>Janusie, Jowiszu, ojcze Marsie, Kwirynie, Bellono, lary, bogowie nowo przyjęci, bogowie opiekunowie ziemi naszej, bogowie, w których mocy jesteśmy i nieprzyjaciele, boskie cienie zmarłych do was się modlę, ze czcią was błagam, o łaskawość proszę i wołam, byście narodowi rzymskiemu Kwirytów dali moc i zwycięstwo, a nieprzyjaciół narodu rzymskiego Kwirytów dotknęli strachem, przerażeniem i śmiercią.
Jak to wypowiedziałem słowami, tak za rzeczpospolitą [Kwirytów], za wojsko, legiony i posiłki narodu rzymskiego Kwirytów poświęcam legiony i wojsko nieprzyjacielskie razem ze mną bogom podziemnym i ziemi<<.
Tak pomodliwszy się, kazał liktorom iść do Tytusa Manliusza i zawczasu oznajmić koledze, że się poświęcił za wojsko.
Sam podwiązany na sposób gabiński wskoczył w zbroi na koń i na oczach obu wojsk rzucił się w środek nieprzyjaciela. Wydawał się wyraźnie dostojniejszy od zwykłego człowieka, jakby z nieba zesłany na przebłaganie wszelkiego gniewu bogów, aby zgubę odwrócić od swoich i przenieść na przyjaciela. Tak, razem z nimi idący wszystek strach i trwoga zmieszały pierwsze szeregi latyńskie, a następnie całą ich linię wprawiły w zupełne zamieszanie. Najwyraźniej objawiało się to w tym, że gdziekolwiek wjechał koniem, tam trwoga ogarniała wszystkich, jakby przerażonych pojawianiem się gwiazdy wróżącej zarazę. A gdy padł po gradem pocisków, uciekły z tego końca już bez namysłu spłoszone kohorty latyńskie, zostawiając wszędzie zupełną pustkę. Równocześnie Rzymianie, pozbywszy się zabobonnej bojaźni, rzucili się z świeżym zapałem w zamęt bitwy, jakby teraz dopiero dostali znak do boju. Bo nawet rorariusze wybiegali naprzód przed pierwsze szeregi i wspomagali astatów i pryncypiów, a triariusze, klęcząc na prawym kolanie, czekali tylko na znak konsula do wstania.

Tytus Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia miasta, VIII, 9, 3-14

Źródła wykorzystane

  • Histurion.pl
  • Kasjusz Dion, Historia rzymska
  • Kęciek Krzysztof, Benewent 275 p.n.e., Warszawa 2001
  • Swetoniusz, Żywoty cezarów
  • Tytus Liwiusz, Dzieje od założenia miasta Rzymu

Zostań Patronem IMPERIUM ROMANUM!

Jeżeli masz chęć wsparcia największego polskiego portalu o antycznym Rzymie w jego dalszym rozwoju, zachęcam do objęcia IMPERIUM ROMANUM patronatem. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Co nowego w świecie antycznych Rzymian?

Praktycznie co chwilę pojawiają się nowe informacje o nowych odkryciach i ciekawostkach o antycznym Rzymie. Jeśli chcesz być na bieżąco z nowościami zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!