Hodowla rzymska


Mozaika ukazująca bydło w czasie pracy.

Starożytni rzymscy pisarze mówili o hodowli, że jest najlepszą z możliwych do osiągnięcia przez człowieka mieszanin wiedzy i sztuki. Według Warrona sztuką było wykarmienie jak największej ilości zwierząt przy jak najmniejszych kosztach własnych. Mówił on, że głównym celem każdego hodowcy powinno być osiągniecie jak największego zysku. Jest to całkiem współczesne podejście do sprawy rolnictwa, a od napisania tych słów minęło przecież ponad 2000 lat. W swoim podręczniku dotyczącym rolnictwa Warron podzielił wiedzę o hodowli na trzy odrębne działy. Wyróżnił on w hodowli inwentarz drobny, do którego zaliczył kozy, owce i świnie, inwentarz duży czyli konie, osły woły, byki i krowy, oraz inwentarz pomocniczy, bez którego praca hodowcy nie byłaby możliwa. Do inwentarza pomocniczego zaliczył psy i pastuchów. Pastuch był zaliczany do inwentarza, mieszkał bowiem razem z wypasanymi zwierzętami, a jego cena często była mniejsza od jednej sztuki mlecznej krowy. Był jednak niezbędny w prawidłowej pracy gospodarstwa rolnego.

Warron był pierwszym pisarzem, który starał się w sposób naukowy wyjaśnić historię rolnictwa i hodowli zwierząt przez człowieka. Historie ludzkości podzielił on na trzy okresy, które nazwał epoką zbieraczą, epoką hodowców i epoką rolniczą. W pierwszej epoce człowiek żył razem ze zwierzętami w lesie i nie wiele się od nich różnił. Żywił się tym, co dawali bogowie czyli natura. W epoce hodowców z otaczających go zwierząt człowiek wybrał te najbardziej użyteczne, oswoił je i zaczął wykorzystywać produkty z nich pochodzące do wyżywienia siebie i swojej rodziny. W epoce rolniczej ludzie zaczęli wykorzystywać samą ziemię do zdobycia żywności. Ten wprowadzony przez niego podział właściwie w świadomości ludzkiej obowiązuje do dzisiaj.
Inny pisarz rzymski Kolumella zauważył, że cele rolnika i hodowcy są z natury rozbieżne i stale miedzy nimi wybuchają konflikty. Tylko bardzo dobry gospodarz potrafi być jednocześnie i rolnikiem i hodowcą. Hodowca bowiem chciałby przeznaczyć wszystkie ziemie na pastwiska dla swoich zwierząt, zaś rolnik ta samą ziemie stara się zaorać i obsiać zbożem. Kolumella uważał, że dobry gospodarz jest w stanie tak podzielić swoje włości, by mieć pożytek zarówno z hodowli jak i z uprawy ziemi. No cóż, w jego czasach gospodarstwa rolne były rozległe, zupełnie inne od rozproszonych skrawków ziemi, które obecnie stanowią większość gospodarstw rolnych w Polsce. Kolumella dokonał jednak dużego odkrycia. Zauważył, że odchody zwierzęce i ludzkie nawiezione nawet na najmarniejszy skrawek ziemi uczynią go z biegiem czasu żyznym i zdatnym pod uprawę. W Europie północnej (czyli między innymi i na ziemiach polskich) do podobnego odkrycia doszło dopiero 1300 lat później i jego wynikiem był gigantyczny postęp jaki dokonał się w życiu Europejczyków począwszy od końca XV wieku. Jego spostrzeżenie, że hodowla bydła oznacza bogactwo wysnute na podstawie podobieństwa trzech łacińskich słów : pecus – bydło, pecunia – pieniądze i pecullum – bogactwo, jest aktualne po dzień dzisiejszy, może tylko trochę w innym zakresie.

Bydło starożytni Rzymianie hodowali w dużych ilościach, ponieważ było to przedsięwzięcie bardzo opłacalne i niezbędne do właściwego funkcjonowania ich gospodarki. Dzięki tej hodowli uzyskiwano przede wszystkim mleko i jego pochodne (głównie sery), mięso, skóry oraz niezbędne zwierzęta pociągowe. Trzeba zauważyć, że ojczyzną najlepszych serów są regiony Europy, gdzie racjonalna hodowla bydła jest prowadzona od ponad 2000 lat, czyli Italia, Francja i częściowo Hiszpania. Wszystkie te kraje były częścią Imperium Rzymskiego przez ponad 500 lat.

Kolumella (ok. 4 – ok. 70 n.e.) był rzymskim autorem dzieł poświęconych agrotechnice. Po zakończeniu kariery w wojsku (trybun w Syrii w 35 roku n.e.), zajął się uprawą roli i hodowlą zwierząt.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Cały transport kołowy na terenach Imperium Rzymskiego oparty był na zaprzęgach wolich. Koń używany był najczęściej jako zwierzę bojowe (konnica oraz rydwany bojowe) oraz jako zwierzę juczne i jako wierzchowiec. Do zaprzęgu używano go rzadko, ponieważ Rzymianie nie potrafili wynaleźć odpowiedniej uprzęży, która wykorzystywała by jego wszystkie możliwości. Posągi, na których uwidoczniono rzymską uprząż wskazują, że była ona uprzężą szelkową, ale zastosowano w niej jedno fatalne rozwiązanie. Szyję konia opasywała skórzana obroża, która zaciskała się na jego krtani, gdy ciągnął on zbyt duży wóz. Tego typu uprząż zdawała egzamin jedynie w wypadku lekkiego rydwanu, gdzie koń pokonywał galopem niezbyt wielki dystans. Posągi końskie z czasów rzymskich pokazują prawdę: zaciskająca się skórzana pętla na szyi powodowała przyduszenie zwierzęcia, czego rezultatem są wyszczerzone zęby, wybałuszone oczy i jakby przerażenie i trwoga w jego sylwetce. Zwykłe, twarde chomąto wynaleziono dopiero po upadku Imperium Rzymskiego.

Woły niezbędne były przy najcięższych pracach polowych, przede wszystkim przy orce. Było to zajęcie bardzo pracochłonne. Pługi rzymskie nie przewracały skiby, lecz jedynie rozsuwały ziemię na boki. Z tego powodu aby uzyskać właściwe spulchnienie gleby orano ją dwukrotnie: raz wzdłuż pola, a następnie w poprzek już zaoranego areału. Z tego powodu do utrzymania jednej chłopskiej rodziny (a były to rodziny dość liczne), potrzebne były trzy pary wołów. Przekładając to na współczesne wymagania – do obróbki ziemi w jednym porządnym chłopskim gospodarstwie potrzebne byłyby trzy ciągniki średniej wielkości. Oprócz sześciu wołów, w typowym rzymskim chłopskim gospodarstwie na początku naszej ery musiał być rozpłodowy byk i kilkanaście krów. Było to modelowe samowystarczalne gospodarstwo nie produkujące zbyt wiele produktów na sprzedaż. W Polsce to był model o jakim mówiły oficjalne dokumenty państwowe u schyłku ery komunizmu. Minęło 2000 lat, a tu prawie nie zaszła zmiana w pojmowaniu rolnictwa od początków Imperium Rzymskiego.

W I wieku n.e. w rolnictwie rzymskim zaszły jednak duże zmiany. Nastąpiła dość szybka komasacja gruntów w rękach nielicznej grupy wielkich właścicieli rzymskich. Powstawały gospodarstwa, które dziś nazwalibyśmy specjalistycznymi. Jedną z najpopularniejszych specjalizacji była hodowla bydła. Gospodarstwo takie opisuje rzymski encyklopedysta Pliniusz. Mówi on, że w gospodarstwie takim hodowano minimum 60 krów i dwa rozpłodowe byki. Krowy rodziły przeciętnie 1 cielę rocznie (czasami zdarzały się bliźniaki, ale była to większa rzadkość niż u ludzi). Dociekliwy Pliniusz obliczył, że wśród kobiet porody bliźniąt zdarzają się raz na 100, zaś u krów raz na 250. Niewiele się w swych obliczeniach pomylił. Obecnie lekarze ginekolodzy twierdzą, że ciąże bliźniacze zdarzają się u człowieka raz na 80 porodów, zaś weterynarze mówią, że ciąże takie u bydła są trzy razy rzadsze niż u człowieka. Cielęta przebywały w gospodarstwie dwa lata, później przeznaczano je na ubój, lub do dalszej hodowli. Wynika z tego, że opisywane przez Pliniusza stado w wyspecjalizowanym gospodarstwie hodowlanym liczyło około 150 sztuk bydła. Jest to liczba przypominająca rzędem wielkości współczesne gospodarstwa hodowlane. Za najlepsze byki rozpłodowe uznawano wówczas takie, które ukończyły 4 rok życia, zaś jałówka powinna po raz pierwszy zajść w ciążę gdy ukończyła 2 lata. Pliniusz podaje, że byki 10-cio letnie usuwano z hodowli, ponieważ już zdolności rozpłodowe ulegały znacznemu ograniczeniu, zaś waga mogła doprowadzić do poranienia lub nawet śmierci zbyt młodych jałówek. Obliczył też długość życia krów. Zauważył, że umierają one z przyczyn naturalnych po ukończeniu 29 lat. Byki według niego żyły kilka lat krócej, ale jeżeli w młodości je wykastrowano, to jako woły mogły dożyć nawet 30 lat.

Mozaika ukazująca rzymskiego rolnika, bydło i pług.

Rzymscy hodowcy posiadali dość dobrą znajomość fizjologii bydła. Znali długość ciąży u krowy (Pliniusz ja określił jako podobną do ciąży kobiety, zaś żyjący ponad 100 lat wcześniej Katon mówił, ze trwa ona nieco mniej niż 10 miesięcy). Bardzo dokładnie określali czas krycia u krów oraz okres jaki jest potrzebny do uzyskania przez zwierzę dojrzałości płciowej. Wszyscy rzymscy pisarze zgodnie podkreślają, ze już roczny byk i roczna jałówka są zdolne do posiadania potomstwa, ale cielęta zrodzone z takich związków zazwyczaj są cherlawe i bardzo słabe, dlatego tez nie nadaje się do dalszej hodowli. Podobnie rzecz się dzieje, gdy dojdzie do skojarzenia krowy i byka zbyt blisko spokrewnionych. Hodowcy rzymscy bardzo silnie przestrzegali zasady, by byk i krowa nie były ze sobą spokrewnione w linii prostej, bo cielę zrodzone z takiego związku przynosiło nieszczęście hodowli. Tłumaczono to jako karę bogów, choć miało to zupełnie racjonalne powody. Ówczesne poradniki rzymskie zalecały, by roczne cielęta różnych płci oddzielać od siebie na czas rui, a jałówki trzymać zamknięte w dobrze ogrodzonych zagrodach lub oborach.

W dużych specjalistycznych gospodarstwach hodowle prowadzono w warunkach półwolnościowych. Zwierzęta przebywały na pastwisku większą cześć roku i nie były tam dokarmiane. Do obór zapędzano je tylko na okres zimowy. Według zaleceń hodowców obory musiały być pomieszczeniami krytymi i zamykanymi. W zimie powinno być w nich ciepło. W Italii dokarmiano wtedy bydło siekaną słomą, liśćmi z drzew oraz kiszonką z wytłoczyn winogronowych i oliwnych oraz niewielką ilością siana. Obecnie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że sianokosy odbywają się 3-4 razy w roku. Rzymianie jednak trawę kosili rzadko, głównie jesienią, nie mieli więc dużych zapasów siana. Intensywna hodowla powodowała, że zwierzęta wyjadały praktycznie trawę przez 9 a nawet 10 miesięcy w roku, wiec nie było czego kosić. Tak więc zimą stłoczone w oborach bydło musiało się zadowolić słomą, kiszonką powstałą po tłoczeniu oliwek i winogron a także liśćmi, które zbierano na ich potrzeby przez całą jesień.

Aulus Cornelius Celsus (ok. 25 p.n.e. – ok. 50 n.e.) był rzymskim uczonym i encyklopedystą. Jego dzieło De Medicina jest jedynym zachowanym tomem o wiele większej encyklopedii. Pozostałe zaginione tomy dotyczyły prawdopodobnie rolnictwa, prawa, retoryki i sztuki wojennej.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Na terenie Italii hodowano bydło należące do kilkunastu ras. Za najcelniejszą rasę rodzimą hodowcy rzymscy uważali bydło pochodzące z Kampanii. Bydło kampańskie było drobne, najczęściej maści białej. Woły kampańskie uchodziły za niezbyt silne, za to bardzo wytrzymałe na trudy pracy. Były też bardzo posłuszne w przeciwieństwie do wołów rasy umbryjskiej, które były duże , bardzo silne, niezbyt harmonijnie zbudowane i bardzo krnąbrne. Bydło rasy umbryjskiej było czerwone lub łaciate biało-czerwone. Podobne cechy miało również bydło rasy etruskiej z dzisiejszej Toskanii. Krowy tej rasy były czerwone lub biało-czerwone, jednak byki odznaczały się bardzo harmonijna budową i były nieco mniejsze od swych krewniaków z Umbrii. Woły pochodzące z rasy etruskiej uchodziły za wyjątkowo silne. Mniejszą siłę wykazywały woły pochodzące z rasy apenińskiej. Były jednak nadzwyczajnej urody i szczególnej maści. Bydło tej rasy było bowiem jednolicie czarne.

Oprócz rdzennych ras italskich hodowano również rasy importowane. Szczególnie w Italii ceniono bydło rasy galijskiej importowane z terenów dzisiejszej północnej Francji (czyli starożytnej Galii zaalpejskiej). Szczególnie ceniono sobie woły tej rasy, jako najbardziej przydatne do ciężkich prac polowych. Bogaci hodowcy sprowadzali na tereny Italii również rasy bydła bardziej egzotyczne. Za najdroższą uchodziło bydło sprowadzone z Indii. Pliniusz pisze, że byki sprowadzone z tej egzotycznej krainy w Italii uchodziły za największe na świecie i porównywano je jedynie z dzikimi turami i żubrami żyjącymi w barbarzyńskiej części Europy. Za najpiękniejszą rasę bydła mieszkańcy Italii uważali rasę hodowaną w Epirze, czyli w Azji Mniejszej. Ciekawostką jest fakt, że hodowcy rzymscy za pełnowartościowe uważali rasy jednolicie ubarwione, zaś bydło łaciate uważano za niewiele wartych mieszańców.

Katon, będący z urodzenia i zamiłowania rolnikiem i hodowcą, bardzo dokładnie opisał choroby bydła oraz sposoby ich leczenia. Niektóre ze sposobów radzenia sobie ze zwierzęcymi przypadłościami wydają się całkiem nowoczesne, inne są jakby z pogranicza wiedzy i magii. Na osłabienie i brak apetytu Katon zalecał przez trzy dni podawać chorym zwierzętom zaparzony łubin i cyprys i codziennie wlewać do gardła surowe jajko z utartym czosnkiem i cebulą. Do karmy chorych zwierząt należało dodawać sól i kredę rozpuszczone w mieszance wina i oliwy. Gdyby ten środek zawiódł, do karmy należało dodać pory moczone w winie, ziele ruty, białą wykę oraz soczewicę. Były to więc naturalne środki wzmacniające łaknienie i apetyt oraz bakteriobójcze i dostarczające mikroelementy.

Choroby


Stada bydła często były dziesiątkowane przez najróżniejsze zarazy. Ich pochodzenie dla Rzymian było wielka niewiadomą, Oprócz czynnika nadnaturalnego (gniew bogów), zarazy mogły powstawać według Katona w sposób jak najbardziej prozaiczny. Źródła większości zaraz upatrywał on w zjedzeniu przez bydło odchodów kurzych lub odchodów myszy i szczurów. Czasem według niego zarazy przechodziły ze świń na krowy, dlatego uważał, że należy oddzielnie trzymać drób, trzodę chlewną oraz bydło. Znając dziś pochodzenie większości zwierzęcych chorób zakaźnych, zalecenia Katona trzeba uznać za zupełnie racjonalne. Również sposoby radzenia sobie z zarazą, które opisał on w swych pismach wyglądają jakby wyszły spod pióra współczesnego weterynarza lub zootechnika. Zalecał on, by zarażone zwierzęta natychmiast odseparować od reszty stada i leczyć podając napój zrobiony z wina, w którym ugotowano ziele mikołajki, korzeń pory, pszenną mąkę, kadzidło, cynamon i jemiołę. Według niego napój ten nie gwarantował wyleczenia zarażonego zwierzęcia, często jednak pomagał. Gdy zwierzę padło, należało je natychmiast głęboko zakopać lub spalić. Nie wolno było go patroszyć i zjadać jego mięso, choćby nawet w okolicy panował głód.

Na niestrawność u bydła lekarstwem według Katona była ciepła woda i gotowane liście kapusty. Po zadaniu tej mikstury należało chorą krowę przepędzić szybkim krokiem na dystansie mili (czyli około 1600 metrów), a gdyby wzdęcie nie ustąpiło należało ją leczyć przebijając jej brzuch i spuszczając nadmiar gazów specjalnym narzędziem podobnym do dużej igły lekarskiej czyli w kształcie zaostrzonej rurki. Znaleziono takie narzędzia pochodzące z pierwszych wieków n.e. Podobnymi posługiwali się wiejscy weterynarze jeszcze 80 lat temu.

Dyzenterię, będącą najostrzejszą formą biegunki, Katon zalecał leczyć podaniem przez 4 dni wytrawnego wina wymieszanego z utartym starym serem, orzechami galasowymi i jabłkami cyprysowymi. Lżejsze formy biegunek zalecał leczyć kilkudniową dietą i lekkostrawną karmą. Czasem brak apetytu mógł być spowodowany naroślami na języku. Narośle takie należało przeciąć, a ranę natrzeć solą i czosnkiem (biedna krowa, którą ten zabieg spotkał, bo zabieg ten powtarzano dopóki narośle nie zanikło).

Katon Starszy jest autorem dzieła De agri cultura („O gospodarstwie wiejskim”), które jest najstarszym, zachowanym do naszych czasów w całości, napisanym po łacinie prozą. Jest to podręcznik prowadzenia posiadłości ziemskiej. Zawiera też proste przepisy kucharskie.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Zranienia Katon zalecał dezynfekować moczem zwierzęcia. Jest to sposób dość skuteczny, zalecany jeszcze kilkadziesiąt lat temu przez współczesną medycynę weterynaryjną. Rany zastarzałe i ropiejące należało wypalić gorącym żelazem oraz przemyć ciepłą wodą i nasmarować masłem lub kozim tłuszczem. Wszelkiego rodzaju owrzodzenia należało przeciąć i wycisnąć ropę, potem ranę przypalić. Zalecał przy tego rodzaju ranach różnego rodzaju maści. Jedne z nich jako bazę podstawową miały smolę, w innych dominowała oliwa. Zawsze jednak w tych maściach był ałun, czyli silny środek bakteriobójczy. Katon rozróżnił u bydła trzy rodzaje przeziębień. We wszystkich przypadkach chore sztuki należało izolować od stada i trzymać w ciepłej oborze. Przy krowiej febrze należało chorą sztukę poddać jednodniowej diecie, potem puścić zwierzęciu krew, a następnie przez 5 dni karmić gotowaną w oliwie i rybim sosie zwanym garrum kapustą. Swoją drogą dawanie garrum jako lekarstwa było ze strony Rzymianina wielkim poświęceniem. Był to drogi sos, który uzyskiwano z maleńkich rybek, które fermentowały w słoneczny dzień na specjalnym metalowym sicie. W wyniku naturalnego rozkładu do pojemnika umieszczonego poniżej sitka skapywał płyn, który gotowano w metalowych garnkach powleczonych od środka ołowiem przez kilka dni, aż uzyskano gesty, bardzo sos o specyficznym, mocnym zapachu. Sosu tego używano jako dodatku do mięs i ciast. Właściwie kuchnia bogatego Rzymianina nie mogła się bez niego obejść. W sosie tym było dość znaczne stężenie ołowiu, który zapobiegał dalszemu rozkładowi uzyskanego w ten sposób specjału. Ubocznym skutkiem używania garrum przez bogatych Rzymian była szerząca się wśród nich bezpłodność. Dziś ten syndrom nazywany jest czasami ołowicą i dotyczy ludzi, którzy mieli częsty kontakt z oparami ołowiu.

Przeziębioną krowę poić należało tylko ciepłą wodą. Kaszel i bronchit leczono podobnie, ale zamiast gotowanej kapusty chore bydło dostawało jęczmienną mąkę i siekaną trawę zmieszaną z bobem i soczewicą. Do ciepłej wody dodawano zaś porcje wina i do chwili wyzdrowienia chore zwierzę musiało przebywać w oborze.
Przy chorobie oczu należało choremu zwierzęciu zrobić okład z miodu, mąki pszennej i soli amoniakalnej. Wierzch opatrunku powinien być wtedy posmarowany smołą i oliwą, aby pszczoły i osy nie drażniły chorego miejsca. Duża ilość chorób bydła opisana przez Katona związana była z różnego rodzaju wypadkami przy pracach polowych i na pastwisku. Najczęściej zdarzały się wówczas przypadki ochwacenia kopyta, wywichnięcia lub bolesnego otarcia karku jarzmem, różnego rodzaju kulawizny (wybicia i zwichnięcia stawów), złamania nóg, złamania rogów, ukąszenia żmij i połknięcia pijawek. Zranione lub ochwacone kopyto natychmiast należało opatrzyć szarpiami (czyli specjalnie poszarpaną tkaniną) nasączonymi smołą zmieszaną z tartym czosnkiem. Następnie należało położyć na nodze bańki i umieścić kopyto w specjalnym bucie wykonanym z jałowca. Chore zwierze natychmiast należało postawić w oborze gdzie musiało ono przebywać aż do całkowitego wyleczenia. Przy wszelkiego rodzaju kulawiznach należało nacierać bolące miejsca oliwa zmieszaną z solą i octem. Następnie należało położyć ciepły okład, w skład którego wchodził len, proso i miód.

Zraniony i obtarty przez jarzmo kark wołu leczono puszczaniem krwi z ucha i przyłożeniem w chore miejsce okładu z babki. Oczywiście chore zwierze nie mogło pracować, aż do chwili całkowitego wyleczenia. Złamany róg należało zabandażować płótnem nasączonym w oliwie zmieszanej z solą i octem. Opatrunek należało codziennie przewijać, a po trzech dniach zmienić go dodając do maści tłuszcz świni, smolę i proszek z sosnowej kory. Przy ukąszeniu zwierzęcia przez żmiję należało ranę jak najszybciej rozciąć i wycisnąć krew. Po dokonaniu tego zabiegu ranę należało opatrzyć maścią z utartej koniczyny, korzenia łopianu i soli. Zabieg ten należało powtórzyć kilkakrotnie, aby we krwi pozostała jak najmniejsza porcja jadu. Bardzo często zdarzały się wówczas połknięcia przy wodopoju przez bydło pijawek. Lekarstwem na tę boleść była ciepła woda zmieszana z octem i oliwą. Należało ja aplikować chorej krowie aż do ustąpienia objawów i wydalenia pijawki w kale.

Opisywane powyżej zabiegi weterynaryjne wymagały często unieruchomienia zwierzęcia w specjalnej klatce. W opisywanym przez Pliniusza gospodarstwie nastawionym na hodowlę bydła istniało również takie urządzenie. Była to drewniana klatka, w której łeb zwierzęcia unieruchamiano w specjalnych dybach, w podłodze były uchwyty do unieruchomienia nóg, zaś w jednej ze ścian mocowano liny, którymi związywano zwierzaka. Było to jedno z licznych urządzeń, bez którego Rzymianin nie wyobrażał sobie racjonalnej hodowli bydła.

Święta


Relief ukazujący rzymskiego rolnika i krowę.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Bydło było również ważnym elementem kultu religijnego Rzymian. Dorodne sztuki hodowcy bardzo często poświęcali w ofierze bogom i dzięki temu szerokie rzesze biedoty rzymskiej mogły się za darmo raczyć mięsem wychwalając zarówno darczyńcę, jak i boga, któremu dar był poświęcony. Trzeba pamiętać, że zwierze złożone w ofierze było zabijane, jego wnętrzności i trochę tłuszczu palono na stosie ofiarnym, zaś resztę tuszy dzielono wśród obecnych na uroczystości ludzi. Im więcej było ofiar bogom, tym obfitszy stawał się stół uczestnika uroczystości religijnej. Propagowany przez chrześcijan od początku istnienia zakaz uczestniczenia w kultach religijnych i spożywania mięsa ofiarowywanego pogańskim bożkom, bardzo często przysparzał im wrogów wśród najbiedniejszej części wolnych obywateli rzymskich. Ci którzy nie byli na uroczystości nie dostawali mięsa ofiarnego, a gdy je dostali, nie mogli go zjeść, w rezultacie nie mieli często co do garnka włożyć. Największym świętem wszystkich rzymskich hodowców była Parilia. Ofiarowywano wtedy setki sztuk bydła, świń, kóz i owiec. Uczty, których głównym daniem było ofiarne mięso trwały wtedy przez kilka dni. Tradycyjne kulty rzymskie zaczęły zanikać w miastach już w pod koniec II wieku n.e. Rozpowszechniały się w błyskawicznym tempie wierzenia wschodnie. Do najważniejszych należały mitraizm i chrześcijaństwo. O ile w mitraizmie istniała jeszcze forma zwierzęcej ofiary w postaci byka, o tyle w chrześcijaństwie sama idea ofiar składanych bogom na ołtarzu była zaprzeczeniem istoty wiary. Jeden prawdziwy i istniejący Bóg przyjął przecież tylko jeden jedyny raz ofiarę z własnego syna i od tej pory składanie innych było obrażaniem samej istoty bóstwa będącego zarówno przyjmującym ofiarę jak i samą ofiarą.

Kryzys ekonomiczny jaki ogarnął Imperium Rzymskie pod koniec III wieku n.e. przyczynił się do upadku wielkotowarowych gospodarstw rolnych. Upadała hodowla zwierząt w opisywanej przez Kolumellę i Pliniusza formie, zanikała wiedza weterynaryjna. Plemiona barbarzyńskie które w 406 roku n.e. przerwały ostatecznie limes reński i naddunajski przyniosły za sobą prawie całkowitą zagładę osiągnięć cywilizacji starożytnego Rzymu. Zanikły wielkie gospodarstwa rolne i stada rasowego bydła. W małych chłopskich zagrodach stało kilka lub kilkanaście sztuk bydła. Większe stada na powrót zaczęły powstawać wraz z klasztorami, a później w latyfundiach magnackich. Był to już jednak złoty okres średniowiecza, czyli od upadku Rzymu upłynęło kilkaset lat.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Jeżeli masz chęć wsparcia największego polskiego portalu o antycznym Rzymie w dalszym rozwoju i poprawie kodowania strony to będę bardzo wdzięczny za wejście w poniższy link i wsparcie mojej zrzutki.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Co nowego w świecie antycznych Rzymian?

Praktycznie co chwilę pojawiają się nowe informacje o nowych odkryciach i ciekawostkach o antycznym Rzymie. Jeśli chcesz być na bieżąco z nowościami zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!